BlondynkaNadTamiza
Menu
  • HOME
  • O BLOGU
  • SPACERUJE
  • ZWIEDZA
  • POLECA
  • PODRÓŻUJE
  • SMAKUJE
  • OSZCZĘDZA
  • ZAGLĄDA
  • ROZMAWIA
Menu

The Nutcracker – najlepszy świąteczny show w Londynie

Posted on 2025-12-082025-12-13 by admin02

Obiecałam (sobie) nie wrzucać tu polecajek typu: „byłam w tym miejscu za pierdylion funtów szterlingów – to samo radzę i Wam” – ani nie opisywać sezonowych wydarzeń, które były – minęły.

Jednak to o czym chcę Wam dziś opowiedzieć, jest tak zjawiskowe i ikoniczne, że jeśli tylko uda Wam się zaliczyć tę atrakcję podczas około świątecznego pobytu w Londynie będziecie bić mi pokłony (no w każdym razie powinniście). 

I jest jeszcze jeden istotny turystycznie powód tego wpisu – otóż jest nim samo miejsce, w którym można oglądać opiewane przeze mnie przedstawienie! Chodzi o kultowy Royal Opera House, który od prawie dwóch lat już się tak nie nazywa! Jak to możliwe? Och, w Londynie wszystko jest możliwie, a nowa nazwa brzmi: „Royal Ballet and Opera”. 

„«Royal Ballet»” i „«Royal Opera»” występują pod tym samym dachem od 1946 roku” – obwieścił w marcu 2024 roku Aelx Beard, dyrektor wykonawczy teatru, podczas uroczystej zapowiedzi zmiany nazwy. Wtórował mu Kevin O’Hare, dyrektor Royal Ballet, który zaznaczył: „Jesteśmy równi w tym budynku, zawsze byliśmy, więc teraz jesteśmy naprawdę zadowoleni”. 

Trzeba Wam także wiedzieć, że Royal Ballet and Opera powstał jako Teatr Królewski (Theatre Royal) i zainaugurował swoją działalność 7 grudnia 1732 roku. W tym miejscu odbyło się wiele premier dzieł  mojego ulubionego Georga Friedricha Händla. Obecny budynek powstał w 1850 roku, a nazwę „Royal Opera House” otrzymał w 1892 roku.Tyle o samym miejscu, bo ważne byście byli w miarę na bieżąco, przynajmniej z jego nazwą. 

Najlepszy dziadek na świecie!

A teraz pora na sedno tej opowieści! To co z miejsca wbiło mnie w fotel (pomijając imponujący jak zawsze, prawdziwie królewski wystrój wnętrza gmachu opery) to najbardziej świąteczne repertuarowo przedstawienie „Dziadka do Orzechów, czyli w tutejszej nomenklaturze „Nutcracker”. Owszem, liczyłam na miły świąteczny klimacik i słodki obrazek, ale nieoczekiwanie (dla mnie) dostałam fenomenalny show, który opierał się na genialnie wykorzystanych współczesnych sztukach wizualnych podkręcających klasyczną wizję tego przedstawienia tak, że staje się ono niczym nie wyśniony sen, o którym do tej pory nie widzieliśmy, że czekamy na niego przez całe życie! To chyba najprawdziwsza definicja tego co dane mi było zobaczyć na scenie. 

Cuda nie tylko na kiju

„Dziadek do Orzechów” to magia, która zaczyna się jeszcze zanim podniesie się kurtyna. Reżyserię i choreografię przedstawienia powierzono Peterowi Wrightowi (jego wersja The Nutcracker została po raz pierwszy wystawiona w 1984 roku). 

Tym razem Wright odpowiada za baletowe „ruchy i dramaturgię”, a Julia Trevelyan Oman za wizualną baśń — scenerię i kostiumy, które  inspirowane stylem Biedermeier, przenoszą nas w XIX-wieczne Boże Narodzenie i Królestwo Słodyczy.

Royal Ballet postawił na wszystko to, co kochamy najbardziej:
– świąteczną scenografię rodem z najpiękniejszej pocztówki,
– bajecznie dopracowane kostiumy,
– dziecięcą energię w scenach rodzinnych,
– oraz ten absolutnie magiczny moment, gdy pada pierwszy śnieg i Klara rusza w podróż do Krainy Słodyczy.

Do tego zachwycające Walce Śnieżynek – chór, tancerze i orkiestra grająca jakby znała puls całego Covent Garden.
A potem… różowy przepych, złoto, feeria świateł i Cukrowa Wróżka, która za każdym razem sprawia, że czuję się, jakbym znów miała pięć lat i wierzyła w baletowe wróżki mieszkające w teatralnych kulisach.

Dlaczego warto?

Bo to jest Londyn w najczystszej, świątecznej postaci – elegancki, nostalgiczny, pełen blasku. I jeśli ktoś myśli, że „to miasto się kończy” to koniecznie powinien przyjść na to przedstawienie, które jest kwintesencją potęgi  i przepychu Londynu! Tutejszy „Dziadek do Orzechów” nie jest tylko spektaklem. To rytuał.

A teraz najważniejsze: jak kupić bilety, żeby nie zbankrutować?

Royal Opera House potrafi mieć ceny tak wysokie, że aż chce się upewnić, czy bilet nie zawiera przypadkiem prywatnego spotkania z Cukrową Wróżką.
Ale spokojnie – da się je kupić tanio, trzeba tylko znać kilka trików:

1. Najtańsze bilety – od ok. £10–£15

Instytucja oferuje miejsca Amphitheatre Standing i Restricted View.
Brzmi strasznie, ale w praktyce wiele z tych miejscówek jest Ok – zwłaszcza jeśli lubicie patrzeć na scenę bardziej „z lotu ptaka”.

2. Polowanie na „Day Tickets”

Codziennie rano wypuszczają ostatnie pule – często naprawdę dobre miejsca w normalnych cenach, nawet za ok. £25–£35.
Wystarczy odświeżać stronę internetową (tutaj) około 10:00.

3. Oglądajcie transmisje w kinach

Część spektakli – w tym „Dziadek” – trafia do sieci kinowych w UK.
Cena: zwykle £15–£20.
Wrażenia? Od razu uprzedzam, że to absolutnie nie to samo, podobnie jak zdjęcia, które kompletnie nie oddają magii i fenomenu tego przedstawienia.

4. ROH Student Standby (jeśli wciąż jesteście studentami w UK)

Otóż studenci mają szansę złapać bilety last minute nawet za £10.
Świetna opcja, choć to oczywiście loteria.

Dodaj tu swój tekst nagłówka

Absolutnie.
Jeśli jest w Londynie tradycja, którą naprawdę kocham, to właśnie grudniowy wieczór w dawnym Royal Opera House.
Światła Covent Garden, muzyka Czajkowskiego i ten moment, gdy kurtyna idzie w górę – to jest czysta, teatralna magia, której nie da się porównać z niczym innym. 

A jeśli lubicie sobie poczytać o Wydarzeniach na londyńskich scenach to zapraszam Was do przeczytania innej mojej relacji (tutaj) albo w wersji koncertowej (tutaj).

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

BLONDYNKA O SOBIE


„Kobieta renesansu”, która żadnej pracy się nie boi (ale niektórych profesji, z zasady, unika). Plastyczka, absolwentka archeologii śródziemnomorskiej (z miłości do egipskich starożytności), reporterka telewizyjna, stylistka wnętrz, rzeczniczka prasowa jednego z warszawskich muzeów, redaktorka merytoryczna (od zawsze i na zawsze), szefowa pewnej ważnej kampanii (ale nie wrześniowej), działaczka polonijna. Obecnie kuratorka i propagatorka sztuki.


Po pracy: projektantka kolczyków i zwariowanych nakryć głowy, dekoratorka tortów, a incydentalnie sopranistka pewnego londyńskiego chóru. Spontaniczna podróżniczka, tropicielka absurdów, dociekliwa zwiedzaczka i niestrudzona spacerowiczka, spostrzegawcza Cyklopka dokumentująca wszystko trzecim okiem (obiektywu).


Blondynka od zawsze, od niedawna blogerka (czyli bLONDYNka nad Tamizą) opisująca uroki Londynu. Mieszkanka stolicy Wielkiej Brytanii (od prawie dekady) zakochana w tym mieście po uszy i oczy, czyli


Ania Kolczyńska

  • O BLOGU
  • OSZCZĘDZA
  • PODRÓŻUJE
  • POLECA
  • ROZMAWIA
  • SMAKUJE
  • SPACERUJE
  • ZAGLĄDA
  • ZWIEDZA

WSPARCIE BLOGA

Jeśli ten post albo mój blog spodobał Ci się na tyle, żeby postawić mi symboliczną angielską herbatkę albo kieliszek prosecco, (które piję jak herbatkę), to wystarczy, że klikniesz przycisk poniżej.

Dziękuję i obiecuję, że wzniosę toast za Twoje zdrowie (także herbatką, jak będzie trzeba)!

FOLLOW ME

©2022 | Anna Kolczyńska