Najwyższy czas na małą opowieść o równie małej podlondyńskiej mieścinie, której na tym blogu nie sposób pominąć, a to z kilku powodów. Po pierwsze Marlow należy pokazać, bo przez parę stuleci uczciwie sobie na to zapracowało zyskując miano „najfajniejszego” miejsca do życia we wszystkich hrabstwach Wielkiej Brytanii – zdobywając w ten sposób lokatę w pierwszej trójce „coolest places” Zjednoczonego Królestwa.
Po drugie w Marlow należy się pokazać, bo… pod niewinnym sielsko-kameralnym wizerunkiem kryje się jedna z najbardziej ekskluzywnych angielskich miejscowości naszpikowana odpowiednio luksusowymi butikami restauracjami i wszelkiej maści salonami z najwyższą obsługą.
Po trzecie Marlow jest bez wątpienia jedną z najpiękniejszych lokalizacji, położoną wśród bogatych łąk w dolinie królowej angielskich rzek i wzdłuż lasów Chiltern Hills.
Po czwarte miasteczko to jest malowniczo ulokowane właśnie nad Tamizą, zatem Blondynka znad Tamizy nie może pominąć go na swoim blogu.
I wreszcie ostatni z argumentów: otóż obiecałam Wam i sobie, że będę „sprzedawać” tu rozmaite „tipy” na „oszczędne” zwiedzanie i zaliczanie atrakcji Londynu i okolic. A potem prawie o tym zapomniałam, bo oszczędność to z pewnością nie jest moje drugie imię. Na 100% nie jest to także drugie ani nawet trzecie imię Marlow. Bowiem, jak już wspomniałam, to jedna z najbardziej „posh enough” miejscówek w okolicach stolicy Wielkiej Brytanii.
Skąd zatem moje skojarzenie Marlow z oszczędzaniem? Otóż to jeden z najtańszych sposobów na szybką i tanią (ze względu na bliskość Londynu) podróż niemal „za jeden uśmiech”. Jednodniowa przejażdżka do Marlow to taka niedroga wycieczka do uroczego miasteczka.
Marlow to przede wszystkim wyjątkowy klimat i malownicze kadry, dlatego znacznie lepiej jest je oglądać niż o nim opowiadać. Postaram się więc, by była to krótka opowieść z przewagą nastrojowych obrazków.
Jak dotrzeć do Marlow?
To idylliczne miasteczko znajduje się w hrabstwie Buckinghamshire w odpowiednim towarzystwie równie urokliwych i zasobnych miejscówek takich jak Windsor (które kojarzy chyba każdy), Amersham (o którym wspominałam tutaj, w jednej ze swoich pierwszych opowieści na tym blogu) czy Beaconsfield (o nim na pewno jeszcze kiedyś Wam opowiem).
Oczywiście, żeby okolicznym mieszkańcom nie było za słodko mają też oni na tym odpowiednio drogim terenie miejscówki tak upiornie paskudne jak choćby Slough czy High Wycombe – o których nie zamierzam Wam opowiadać ani tym bardziej ich odwiedzać.
To jasne, że najwygodniej dojechać do Marlow samochodem (z zachodniego Londynu zajmie to jakieś 30-40 minut). Jednak, jeśli chce się mieć z głowy problemy z parkowaniem albo z „piknikiem na trzeźwo” to można w to urocze miejsce dotrzeć komunikacją miejską i podmiejską. Polecam wybrać szybką i wygodną najnowszą linie metra Elizabeth, dojechać nią do Maidenhead i tam przesiąść się do pociągu GWR (Great Western Railway) zmierzającego do Marlow (taka podróż z zachodniego Londynu zajmie ok. 1,5 godziny).
Można też zdecydować się na wycieczkę rowerową, która potrwa ponad dwie godziny, pod warunkiem, że miejsce startu to także któraś z „dzielanek” West London.
Po co docierać do Marlow?
Cóż, nie ma jednej właściwej odpowiedzi na to pytanie. Mogę jedynie pokusić się o kilka podpowiedzi, przedstawiając największe atuty i atrakcje tego miejsca. Marlow to tętniące turystycznym gwarem dawne miasteczko targowe w stylu georgiańskim. Słynie z pięknych krajobrazów, malowniczych, bo historycznych ulic, a także z mnóstwa butików, restauracji, kawiarni czy też klimatycznych bistro, w których można zanurzyć się na długie godziny.
Niemal każda brytyjska „szanująca się” marka ma tu swoje przedstawicielstwo. Znajdziecie więc w Marlow szykowne lokalizacje wielu modnych restauracji, kawiarni i drogich butików które znacie z Londynu. Wspomnę jedynie o jednej z nich, czyli pubie „The Hand and Flowers” mogącym poszczycić się dwiema gwiazdkami Michelin i prowadzonym przez wybitnego szefa kuchni Toma Kerridge’a, jako że to wielka atrakcja dla miłośników dobrego jedzenia.
A jeśli ktoś wybierze się tutaj wyjątkowo nie na zwiedzanie restauracji czy sklepów to także nie powinien wyjechać stąd zawiedziony. Czeka na niego jedyny w swoim rodzaju nadrzeczny zabytek. Jest nim most wiszący, który rozciąga się nad Tamizą i łączy hrabstwa Buckinghamshire i Berkshire.
Malownicza konstrukcja została zaprojektowana przez Williama Tierneya Clarka i po raz pierwszy otwarta w 1832 roku. Jest to jeden z najbardziej charakterystycznych punktów miasta i, co ciekawe, stanowił prototyp słynnego Mostu Łańcuchowego w Budapeszcie.
Tuż obok mostu znajduje się nie mniej malownicza bryła All Saints Church. Ten kościół w stylu neogotyckim z XIX wieku góruje nad rzeką, do której można zejść mijając po drodze stare stele i pomniki miejscowego cmentarza.
Stąd już wiedzie prosta i oczywista droga do Higginson Park – pięknego kompleksu zieleni położonego tuż nad Tamizą, idealnego na długie spacery, pikniki czy pływanie łódką. To niezwykle popularne miejsce zarówno dla mieszkańców jak i turystów. Jedni i drudzy mogą tu przy dobrej pogodzie biesiadować na łonie natury rezygnując z drogich lokali z jakich słynie to miasteczko.
Na spacerowiczów czeka jeszcze jedna nadrzeczna atrakcja – Marlow Lock. Ta urodziwa śluza, znajdująca się zaledwie kilkanaście minut od centrum miasta, oferuje piękne widoki na Tamizę i jest idealnym miejscem do obserwowania tzw. „wypasionych skorup”, których parady majestatycznie suną po rzece wbijając w kompleksy biedniejszych entuzjastów tego nadrzecznego kurortu.
W tym miejscu wypada wspomnieć o tym, że Marlow jest również domem jednego z najlepszych brytyjskich klubów wioślarskich Marlow Rowing Club, który wykształcił wielu wioślarzy olimpijskich, w tym Sir Steve’a Redgrave’a (pięciokrotnego złotego medalistę olimpijskiego), którego pomnik stoi w Higginson Park.
„M” jak Marlow, „m” jak morderstwo!
A jeśli ktoś ceni sobie „dreszczyk emocji” niekoniecznie związany z biernym obserwowaniem luksusu, na który nie może sobie pozwolić ani z widokiem „paragonów grozy”, (które w tym miejscu są w stanie przebić wszystkie inne) to wypada mi wspomnieć jeszcze o jednym atucie Marlow. Otóż to właśnie w tym nadrzecznym kurorcie rozgrywa się mroczna akcja trzymającej w napięciu nowej serii kryminałów „The Marlow Murder Club” autorstwa Roberta Thorogooda. Ten twórca popularnego serialu telewizyjnego „Death in Paradise”, przedstawia serię morderstw zrealizowanych w idyllicznym Marlow i jego okolicach.
Zatem każdy odpowiednio znudzony prozą życia może przybyć do tego miasteczka, by podążać ich tropem. Ach i nie należy zapominać, że to właśnie mieszkając w Marlow pisarka Mary Shelley ukończyła swoje gotyckie arcydzieło zatytułowane „Frankenstein”.
A bliżej zainteresowanych atrakcjami jakie oferuje Marlow odsyłam do listy najważniejszych wydarzeń w nadchodzącym czasie, którą można znaleźć tutaj). Miłego wycieczkowAnia!
Jeśli macie ochotę na inną małą wycieczkę tuż pod Londyn polecam moją opowieść o uroczym i nieodległym Amersham, ktrórą znajdziecie tutaj.










