BlondynkaNadTamiza
Menu
  • HOME
  • O BLOGU
  • SPACERUJE
  • ZWIEDZA
  • POLECA
  • PODRÓŻUJE
  • SMAKUJE
  • OSZCZĘDZA
  • ZAGLĄDA
  • ROZMAWIA
Menu

Rockandrollowy Londyn, czyli 10 miejsc związanych z The Rolling Stones

Posted on 2023-10-162023-10-16 by Anna Kolczyńska

Stonesi wracają i to z przytupem! Po pierwsze, wracają po latach z nowym albumem, a po drugie wbijają do Londynu, czyli do miejsca, gdzie zaczęła się cała ta historia. I prawdę mówiąc to ten „ich Londyn”, a nie sami muzycy, będzie bohaterem mojej opowieści.

Ten swój londyński come back zapowiedzieli w tytule płyty „Hackney Diamonds” wyraźnie, a nawet „wybitnie”, jako że diamenty z Hackney to według miejscowego wschodniolondyńskiego slangu, coś jakby w sobotni wieczór na Hackney kawałki przedniej szyby wybitej w samochodzie rozsypały się po ulicy…  Tak wytłumaczył to w jednym w wywiadów sam Jagger. I chyba można się z nim zgodzić, bo kto zna tę dzielnicę z jej najbardziej szemranych czasów ten wie, że przez lata to były jedyne diamenty na jakie można było tam liczyć.

Jednak wracając do niewątpliwie grzesznej historii Jagerra i spółki  oraz ich nowego albumu to okazuje się, że jest i drugie wytłumaczenie jego nazwy podane przez Stonesów – „skromnych hedonistów”. Diamenty z Hackney to także określenie tego londyńskiego zespołu, jakby nie było kultowego!    

Ronnie Wood, from left, Mick Jagger, and Keith Richards pose for photographers at the press conference for the launch of the new Rolling Stones album 'Hackney Diamonds' on Wednesday, Sept. 6, 2023, in London. Scott Garfitt/Scott Garfitt/Invision/AP

„Hackney Diamonds” ma ukazać się na rynku już 20 października. Będzie 31. albumem studyjnym zespołu i pierwszym bez perkusisty – nieodżałowanego Charliego Wattsa (pojawiającego się jednak w dwóch utworach), który zmarł w 2021 roku. To także ich pierwszy album z nowymi utworami od 18 lat. A wśród zaproszonych gości, których będzie można na nim usłyszeć są: Lady GaGa, Stevie Wonder, Elton John, Paul Mc Cartney…a także były członek zespołu Bill Wyman.

I właściwie tyle o nowym albumie, jako że nie każda Anka to koniecznie ich wielka fanka. A ja – Blondynka znad Tamizy jestem zdecydowaną fanką Londynu i skupię się w mojej blogowej opowieści na Londynie Rolling Stonesów a nie na samej ich muzyce czy potencjale nowego albumu. W związku z tym wybrałam dziesięć londyńskich miejscówek (mogłoby ich być nieporównanie więcej), które są symbolicznymi punktami na mapie kariery zespołu. Bo Stonesi to w większości starzy londyńczycy. W tym mieście się urodzili i dorastali: Mick Jagger, Keith Richards – Dartford, Bill Wyman – Lewisham, Charlie Watts – Brent, Ron Wood – Hillingdon, Brian Jones – Cheltenham (ok. 150 km od Londynu).

1. Dartford – rodzinna mieścina Keitha Richardsa i Micka Jaggera (5 STATION APPROACH, DARTFORD, KENT, DA1 1BP)

Położone na przedmieściach Londynu i wyjątkowo mało urodziwe, nie doczekałoby się żadnego zainteresowania, gdyby nie fakt, że właśnie tu – na miejscowej stacji poznali się Keith Richards i Mick Jagger. Pierwszy z nich był w drodze do Sidcup Art College, z gitarą elektryczną Höfnera pod pachą, podczas gdy przyszły lider Stonesów jechał do LSE z kilkoma swoimi cennymi płytami bluesowymi. Czy wyglądało to tak jak owo dynamiczne przedstawienie z brązu, którym od jakiegoś czasu mogą cieszyć oczy mieszkańcy Darford? Niech im będzie, że offszem:) 

To ich przypadkowe spotkanie, 17 października 1961 roku, połączyło Keitha i Micka wokół wspólnej miłości do muzyki bluesowej. Wiekopomną chwilę w Dartford postanowiono uczcić umieszczając w 2015 roku słynną Blue Plaque. Cóż, spotkała się ona z krytyką Billa Wymana, który określił ją jako „obrzydliwą”. Muzyk poczuł się także urażony, że na tablicy nie wspomniano o Brianie Jonesie jako założycielu zespołu. Rada miasta ogłosiła, że umieści tablicę o zmienionym brzmieniu, ale póki co na postanowieniu się skończyło. Niebieska tabliczka pamiątkowa sławiąca miejsce spotkania dwóch muzycznych gigantów to właściwie jedyny powód, by zwiedzić Dartford, no chyba że chce się zasmakować atmosfery ubogich londyńskich przedmieść albo jest się fanem RS. Jeśli o mnie chodzi to ani jedno, ani drugie zatem musimy w tej opowieści polegać na zdjęciach z netu.

2. Edith Grove, Chelsea – pierwsze wynajmowane wspólnie przez MJ, KR & BJ mieszkanie (102 EDITH GROVE, LONDON, SW10 0NH)

Mick, Brian i Keith wprowadzili się do londyńskiego lokum na drugim piętrze przy Edith Grove 102 w 1962 roku i spędzili tu prawie rok, żyjąc w warunkach, które wielu zapamiętało jako absolutną nędzę. To biedne mieszkanko dzielili razem ze współlokatorem Jamesem Phelge, o dziwo nie będącym członkiem ich zespołu. 

Brian i Keith spędzali dni grając na gitarze, słuchając płyt bluesowych, a Jones uczył Jaggera gry na harmonijce ustnej. Mówi się również, że matka Richardsa, Doris, odwiedzała go co tydzień i wychodziła ze stertą prania. Wnętrze tego mieszkania zostało odtworzone na potrzeby wystawy w Galerii Saatchi, tak by zwiedzający mogli na własne oczy podziwiać oryginalny bałagan, sterty brudnych naczyń i inne rockowe artefakty.

3. The Ealing Jaz Club – tu narodził się pierwszy skład RS (42A THE BROADWAY, LONDON, W5 2NP)

Legendarny klub na Ealingu był kluczowym miejscem dla historii Stonesów. To właśnie tam 24 marca 1962 roku Charlie Watts po raz pierwszy spotkał Briana Jonesa, a chwilę później 7 kwietnia Alexis Korner przedstawił sobie Briana Jonesa, Micka Jaggera i Keitha Richardsa – tak zaczęła się ich wspólna muzyczna przygoda. I to właśnie tam, niemal rok później, w sobotę 12 stycznia 1963 roku po raz pierwszy publicznie zagrał klasyczny skład The Rolling Stones z Charliem Wattsem na perkusji. Jednak dopiero na koncercie 2 lutego w 1963 Watts został stałym perkusistą Stonesów. Eric Clapton pamięta, że czasami zastępował w klubie Micka Jaggera, gdy początkującego piosenkarza Rolling Stones bolało gardło.

Zespół grał w tym miejscu przez cały rok 1962 i 1963, szlifując swoje umiejętności w występach na żywo. Inne wschodzące gwiazdy, które zagościły na scenie Ealing Jazz Clubu w tym samym czasie, to Detours (późniejszy Who), Eric Burdon (z Animals) i młodEric Clapton.

Dziś dawny Ealing Jazz Club jest klubem nocnym o nazwie Red Room i z całą pewnością czasy swojej świetności ma już dawno za sobą. Choć to miejsce kultowe dla muzycznej sceny Londynu, mało kto o nim wie, pomimo, że znajduje się naprzeciwko stacji metra Ealing Broadway. O jego muzycznej przeszłości i fakcie, że to w tym miejscu narodzili się Stonesi przypomina pamiątkowa niebieska tabliczka (Blue Plaque) jednak, by ją dostrzec trzeba wiedzieć, gdzie patrzeć, bo znajduje się na bocznej ścianie budynku dokładnie tam, gdzie wiedzie droga do dawnego Ealing Jazz Clubu.

4. Eel Pie Island, Richmond – kultowa enklawa brytyjskiej kontrkultury lat 60. i 70. (EEL PIE ISLAND, LONDON, TW13 3EA)

Eel Pie Island niewielka wyspa na Tamizie w ekskluzywnej dzielnicy Richmond jest kolejnym kluczowym miejscem dla początków kariery The Rolling Stones. Zespół grał na Eel Pie Island Hotel regularnie od kwietnia do września 1963 roku. Trudno sobie wyobrazić tę zacisznie ulokowaną wysepkę w szacownym zachodnim Londynie jako prawdziwą mekkę rock and rolla. Jednakże mieszczący się tu legendarny Klub Eelpie, znajdujący się w hotelowej sali balowej, zasłynął z występów big-bandów i jazzu, stając się wkrótce (obok Ealing Jazz Clubu i Crawdaddy w Richmond) kolebką nowo powstającej sceny R&B w południowo-zachodnim Londynie.

W latach sześćdziesiątych występowali tu między innymi: The Who, Jeff Beck, Eric Clapton, Jimmy Page, Rod Stewart, David Bowie i Pink Floyd. Obiekt został ponownie otwarty w latach 70. jako Colonel Barefoot’s Rock Garden i grywali tam przedstawiciele heavy i prog rocka, w tym Black Sabbath i Hawkwind. Pozostałości tego miejsca spłonęły w latach 80. W 2015 roku otwarto Muzeum Ele Pie Island, w hołdzie dla niezwykłej historii tej wyspy i jej wkładu w rozwój sceny muzyki popularnej w latach 60. Muzeum jest prowadzone przez wolontariuszy i od 2018 roku mieści się przy Richmond Road w Twickenham (tutaj).

5. Cheyne Walk, Chelsea – elegancki kwadrat, gdzie K.R. i M.J. mieli swoje posiadłości

Przy 3 Cheyne Walk, London, SW3 4HH mieścił się pierwszy dom Keitha Richardsa, który nabył go za 55 000 funtów w 1968 roku i zamieszkał w nim ze swoją dziewczyną Anitą Pallenberg. Jego apartament był dogodnie zlokalizowany, niemal nad samą Tamizą osiem minut spacerkiem od domu Micka Jaggera na 48 Cheyne Walk. Richards sprzedał swoją nieruchomość w 1978 roku. Londyńsko-rockandrollowa legenda głosi, że to właśnie z tego lokum w 1974 roku Steve Jones z Sex Pistols ukradł Richardsowi kolorowy telewizor (podobno Jones przywłaszczył sobie także futro Ronniego Wooda, ale to już całkiem inna historia).

image00060
image00059
image00057

Jeszcze bardziej kultowe były: studio dom i ogród Jaggera, w którym napisano wiele hitów (przy 48 Cheyne Walk, Londyn, SW3 5TS). Muzyk kupił tę posiadłośc za 50 000 funtów także w 1968 roku i mieszkał tu z Marianne Faithfull, a później ze swoją żoną Biancą Jagger. Wiele przebojów Stonesów powstało w studiu nagraniowym zbudowanym w ogrodzie za domem, czemu sprzyjało wyjątkowo bliskie sąsiedztwo Richardsa.

image00056
image00053
image00051

Na żadnej z tych properties nie ma tabliczki pamiątkowej, sławiącej swoich słynnych byłych właścicieli, ale nietrudno zrozumieć, dlaczego muzycy zarobiwszy pierwsze poważne pieniądze zdecydowali się na tę lokalizację. Szczególnie dom Jaggera z rozkosznym widokiem na most księcia Alberta robi wrażenie.

Nieco dalej pod numerem 103 (Cheyne Walk, Londyn, SW10 0DQ) miał swoją posiadłość Ronnie Wood, który kupił ją za ponad 7 milionów funtów w 2007 roku, ale nigdy w niej nie zamieszkał i sprzedał dom kilka lat później.

6. Hyde Park – miejsce legendarnego, darmowego koncertu z 1969 roku (HYDE PARK, LONDON, W2 2UH)

Być może najsłynniejszy występ Stonesów w całej historii tego zespołu odbył się 5 lipca 1969 roku, kiedy to zagrali bezpłatny koncert w Hyde Parku, w centrum Londynu, dla ponad 250 000 fanów. Zagrali tam zaledwie dwa dni po tragicznej śmierci Briana Jonesa, który opuścił zespół kilka miesięcy wcześniej. To wydarzenie stało się częściowo hołdem dla ich tragicznie zmarłego kolegi. Mick Jagger przeczytał na scenie wiersz Shelley „Adonais” i wypuścił setki białych motyli. Zespół rozpoczął występ piosenką Johnny’ego Wintera „I’m Yours and I’m Hers”, która była jednym z ulubionych utworów Jonesa.

Zespół powrócił do Hyde Parku w 2013 roku na dwa koncerty w ramach trasy „50 & Counting”, choć tym razem było to wydarzenie płatne, na które najtańsze bilety sprzedawano za 95 funtów + opłata rezerwacyjna. Keith Richards tak wspominał ich występ: „Pod koniec graliśmy całkiem słabo, ponieważ nie robiliśmy tego od lat… Nikomu to jednak nie przeszkadzało, bo po prostu chcieli jeszcze raz nas usłyszeć”.

7. Olympic Studio Barnes – „clubionid” studio The Roling Stones (117-123 CHURCH ROAD, LONDON)

Z pierwszej swojej lokalizacji na Carton Street, Olympic Sound Studios przeniosło się do znacznie większego obiektu w Barnes w południowo-zachodnim Londynie. The Rolling Stones korzystali z niego wielokrotnie w latach 1966–1972, nagrywając tu utwory na sześć swoich albumów: „Between the Buttons”, „Beggars Banquet”, „Let It Bleed”, „Sticky Fingers” i „Steel Wheels”.

Innym słynnym zespołem, który także upodobał sobie to miejsce był Led Zeppelin nagrywając tam w latach 1969-75 swoich sześć pierwszych albumów.

Co ciekawe studio to było tłem dla filmu Jeana Luca Godarda „Sympathy for the Devil”, w którym zaprezentowano niesamowite nagranie piosenki o tym samym tytule.

Z tutejszych studiów korzystali także Beatlesi, Queen, The Small Faces, The Jimi Hendrix Experience i Procol Harum, którzy nagrywali na miejscu swoje znane przeboje i albumy. W 2009 roku Studia zostały zamknięte i przekształcone w kino, które posiada również klub członkowski, a niedawno otworzyło małą wytwórnię nagrań, zatrudniającą kilku oryginalnych inżynierów.

Producent Chris Kimsey, który pracował z zespołem na Igrzyskach Olimpijskich tak to wspomina: „Nawiązałem współpracę z producentem i inżynierem Glynem Johnsem, który współpracował ze Stonesami od samego początku. Byłem jego asystentem przy wielu albumach, a kiedy skończył, ja to przejąłem. Fantastycznie się z nimi pracowało. Było zupełnie inaczej, ponieważ nagrywali wszystko na żywo, więc było wiele godzin czekania na ich przybycie, a potem tyle samo trzeba było czekać, aż się pozbierają. Ale kiedy to się już stało, było niesamowicie. Na początku starałem się dotrzeć do studia punktualnie o 19:00 i często czekałem, aż się zjawią do 1:00 w nocy. Teraz stopniowo się uczę”.

Lista wykonawców, którzy korzystali z usług studia robi wrażenie, a zainteresowanych odsyłam pod TEN adres: https://www.olympicstudiosrecords.co.uk/100olympicStudioAlbums

8. Primrose Hill – miejsce ikonicznego zdjęcia na okładkę albumu „Between the Buttons” (PRIMROSE HILL, LONDON, NW1)

Kultowe zdjęcia z okładki płyty „Between the Buttons” zostały nakręcone pewnego ranka na słynnym londyńskim wzgórzu Primrose Hill, z którego rozpościera się widok na jedną z najpiękniejszych panoram Londynu. „Myślę, że w dużym stopniu przyczyniłem się do powstania okładki albumu ‘Between the Buttons’. Mój wkład we wcześniejszych sesjach opierał się bardziej na szczerości, chęci przekazania czegoś o Stonesach jako ludziach, a nie próbowaniu maskowania ich osobowości za pomocą wszelkiego rodzaju ozdobników, technicznych lub teatralnych. (…) Myślę, że właśnie dlatego [ich menadżerowi] Andrew [Loogowi Oldhamowi] spodobały się te zdjęcia i dlatego zespół tak cenił sobie naszą długą współpracę, ponieważ sfotografowałem ich takimi jacy są. A kiedy przyszło do „Between the Buttons”, poczułem się na tyle pewnie jako fotograf i w moich relacjach z nimi, że mogłem wnieść swój wkład” – wspominał autor słynnego okładkowego zdjęcia Gered Mankowitz.

9. Crawdaddy Club – to tu Beatlesi po raz pierwszy zobaczyli Stonsów na żywo (obecnie One Kew Road Pub, 1 Kew Road London, Richmond TW9 2NQ)

Była niedziela, 14 kwietnia 1963 roku. Członkowie The Beatles mieli rzadki wolny wieczór, więc po trzecim występie w programie ITV „Thank Your Lucky Stars” postanowili wybrać się do Richmond, by zobaczyć na żywo nową grupę – The Rolling Stones. Oto jak ten moment wspominał George Harrison „Byliśmy w Teddington, nagrywając „Thank Your Lucky Stars” i naśladując „From Me To You”, a potem pojechaliśmy do Richmond i spotkaliśmy się z nimi. (…) Wciąż byli na scenie klubowej, tupiąc i grając utwory R&B. Ich muzyka przypominała tę, którą graliśmy, zanim zdjęliśmy skórzane garnitury i próbowaliśmy dostać się do wytwórni płytowych i telewizji. My już wtedy mocno się uspokoiliśmy”.

„Mick wspominał, jak zobaczył nas tam w długich zamszowych płaszczach, które kupiliśmy w Hamburgu, i których nikt nie mógł dostać w Anglii. Pomyślał: „No jasne, chcę działać w branży muzycznej. Chcę jeden z tych płaszczy”. – opowiadał z kolei Paul McCartney.

Tak mniej więcej wyglądał ten pierwszy raz, kiedy The Beatles zobaczyli The Stones – grupę, która w latach sześćdziesiątych stała się ich przyjaciółmi, a z czasem wielkimi rywalami na listach przebojów.

10. RS No 9 Carrnaby – oficjalny sklep z odzieżą, akcesoriami i gadżetami (9 CARNABY STREET, LONDON, W1F 9PE)

The Rolling Stones przejęli kultową Carnaby Street na Boże Narodzenie 2012 roku i otworzyli swój tam pop-up store. Było to jedno z wydarzeń towarzyszących premierze „GRRR!”, ich retrospektywnego albumu wydanego z okazji 50-lecia istnienia zespołu. Jak przystało na tradycję tej ulicy i tym razem zadbano także o odpowiednie podwieszane dekoracje świąteczne, które co roku przyciągają w to miejsce tłumy gapiów. Te od Stonesów składały się z ogromnych kul 3D zawieszonych na całej Carnaby Street, wypełnionych złotymi i srebrnymi płytami winylowymi ozdobionymi ikonicznymi grafikami zespołu i okładkami albumów. Słynne wiszące łuki Carnaby były również ozdobione kultowym logo The Stones. Instalacje plenerowe miały zaprezentować wizualną historię od powstania zespołu w latach 60. po dzień dzisiejszy.” Fragmenty tych wiszących ozdób zostały włączone do jubileuszowych dekoracji, które zawisły na Carnaby Street w 2020 roku, o czym pisałam Wam tutaj. 

I tym glamurowo-komercyjnym akcentem można byłoby zakończyć wyliczanie najważniejszych londyńskich miejsc związanych z karierą kultowego bandu. Jednak nie sposób nie wspomnieć o jeszcze jednym punkcie na mapie, niezwykle ważnym w historii The Rolling Stonesów, choć znajduje się on dość daleko od Londynu:

11. Chotchford Farm – miejsce tragicznej śmierci Briana Jonesa (COTCHFORD LANE, HARTFIELD, TN7 4DN)

3 lipca 1969 roku na farmie Catchword w East Sussex Brian Jones utonął w basenie obok swojego domu. Stało się to zaledwie miesiąc po tym jak Stonesi wyrzucili go z zespołu, zastępując gitarzystą Mickiem Taylorem. Wokół okoliczności tej dość zagadkowej śmierci 27 letniego lidera Stonesów, bardzo skonfliktowanego z zespołem i uzależnionego od narkotyków powstało wiele spekulacji i teorii spiskowych. Jedna z nich, świadcząca o jego zabójstwie, została przedstawiona w filmie Stoned z 2005 roku.

Jedno jest pewne – tragiczna i nagła śmierć Jonesa nie pozostała bez echa. Pete Townsend z The Who napisał wiersz zatytułowany „A Normal Day for Brian, A Man Who Died Every Day”, który został wydrukowany w „The Times”. Jimi Hendrix zadedykował mu piosenkę w amerykańskiej telewizji, a Jim Morrison z The Doors stworzył poemat zatytułowany „Oda do Los Angeles, myśląc o Brianie Jonesie”.

Wiele lat później, w 1995 roku, Mick Jagger zapytany o to czy czuł się winny śmierci Jonesa, powiedział magazynowi Rolling Stone: „Nie, naprawdę nie, choć uważam, że zachowywałem się wtedy bardzo dziecinnie. Jednak byliśmy młodzi i pewnie dlatego tak go zaczepialiśmy. Mocno nas prowokował, był bardzo, bardzo zazdrosny, bardzo trudny, manipulujący. A jeśli robisz to w tego rodzaju grupie ludzi, to możesz być pewny, że ci się odwzajemnią szczerze mówiąc. (…) Nie rozumiałem wystarczająco jego uzależnienia od narkotyków. Wtedy mało kto miał o tym właściwie pojęcie. Rzeczy takie jak LSD były nowością. Nikt z nas naprawdę nie zdawał sobie sprawy, jak są szkodliwe. Myślałeś, że kokaina jest dla ciebie dobra”.

Zrobiło się smutno i sentymentalnie, dlatego zamiast rozpamiętywać ten tragiczny wątek w historii The Rolling Stones polecam tym z Was, którzy mają taką możliwość, by powałęsali się londyńskimi tropami zespołu. Warto przy tym nie omijać i Hackney, które pojawiło się w tytule ich najnowszego albumu, a które cenię sobie niezmiernie, zwłaszcza odkąd ryzyko stąpania po tamtejszych ulicznych diamentach znacznie zmalało.

Jeśli ten post albo mój blog spodobał Ci się na tyle, żeby postawić mi symboliczną angielską herbatkę albo kieliszek prosecco, (które piję jak herbatkę), to wystarczy, że klikniesz przycisk poniżej.

Dziękuję i obiecuję, że wzniosę toast za Twoje zdrowie (także herbatką, jak będzie trzeba)!

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

BLONDYNKA O SOBIE


„Kobieta renesansu”, która żadnej pracy się nie boi (ale niektórych profesji, z zasady, unika). Plastyczka, absolwentka archeologii śródziemnomorskiej (z miłości do egipskich starożytności), reporterka telewizyjna, stylistka wnętrz, rzeczniczka prasowa jednego z warszawskich muzeów, redaktorka merytoryczna (od zawsze i na zawsze), szefowa pewnej ważnej kampanii (ale nie wrześniowej), działaczka polonijna. Obecnie kuratorka i propagatorka sztuki.


Po pracy: projektantka kolczyków i zwariowanych nakryć głowy, dekoratorka tortów, a incydentalnie sopranistka pewnego londyńskiego chóru. Spontaniczna podróżniczka, tropicielka absurdów, dociekliwa zwiedzaczka i niestrudzona spacerowiczka, spostrzegawcza Cyklopka dokumentująca wszystko trzecim okiem (obiektywu).


Blondynka od zawsze, od niedawna blogerka (czyli bLONDYNka nad Tamizą) opisująca uroki Londynu. Mieszkanka stolicy Wielkiej Brytanii (od prawie dekady) zakochana w tym mieście po uszy i oczy, czyli


Ania Kolczyńska

  • O BLOGU
  • OSZCZĘDZA
  • PODRÓŻUJE
  • POLECA
  • ROZMAWIA
  • SMAKUJE
  • SPACERUJE
  • ZAGLĄDA
  • ZWIEDZA

WSPARCIE BLOGA

Jeśli ten post albo mój blog spodobał Ci się na tyle, żeby postawić mi symboliczną angielską herbatkę albo kieliszek prosecco, (które piję jak herbatkę), to wystarczy, że klikniesz przycisk poniżej.

Dziękuję i obiecuję, że wzniosę toast za Twoje zdrowie (także herbatką, jak będzie trzeba)!

FOLLOW ME

©2022 | Anna Kolczyńska