BlondynkaNadTamiza
Menu
  • HOME
  • O BLOGU
  • SPACERUJE
  • ZWIEDZA
  • POLECA
  • PODRÓŻUJE
  • SMAKUJE
  • OSZCZĘDZA
  • ZAGLĄDA
  • ROZMAWIA
Menu

Museum of Youth Culture – punkowa świetlica prosto z Camden

Posted on 2026-11-012026-11-01 by admin02

Hej Kochani!

Od kiedy uroczyście zatriumfowałam setną opowieścią na tym blogu (jakoś wczesnym latem), to wciąż zastanawiałam się czy kontynuować ten mój opowieściowy dorobek. Jednak spotykam ludzi, którzy naprawdę to czytają, dlatego postanowiłam postować dalej. 

I choć z reguły nie piszę o wydarzeniach sezonowych, starając się opowiadać Wam o rzeczach, które zawsze możecie zaliczyć w czasie Waszych podróży po Londynie, to tym razem zrobię wyjątek. Bo warta jest tego zarówno wystawa, którą chcę opisać jak i samo miejsce, w którym można ja oglądać (tylko do 22 listopada, za to zupełnie za darmo!). 

Galeria w stylu "Up Yours!"

Jeśli myślicie, że muzea w Londynie to wyłącznie majestatyczne gmaszyska z marmurowymi schodami, gdzie kuratorzy w garniturach analizują pociągnięcia pędzla dawnych mistrzów – cóż, czas na mały, bezczelny reality check. Wybrałam się ostatnio z „moimi  ludźmi” do nowej, stałej siedziby Museum of Youth Culture w Camden na wystawę „Up Yours! God Save the Queens”. 

Wyszłam z niej z jednym mocnym wnioskiem: historia punk rocka, jaką znamy, została nam opowiedziana przez facetów. A ta wystawa uroczo pokazuje im wszystkim środkowy damski palec.

Świetlica dumania

Już samo miejsce kompletnie mnie rozbroiło. Zapomnijcie o sterylnych wnętrzach galerii sztuki współczesnej, gdzie strach głośniej odetchnąć. Museum of Youth Culture stworzyło w swojej podziemnej przestrzeni coś, co najbardziej przypomina… genialną świetlicę.

Zero zadęcia, totalny luz, kanapy, na których można rozłożyć się wygodnie, i klimat, który sprawia, że od progu chce się z kimś pogadać albo po prostu bezwstydnie gapić się na kolorowe ściany.

Prywatne punkowe artefakty

A gapić się jest na co, bo kuratorki (w tym córka legendarnej Poly Styrene, Celeste Bell) wyciągnęły z prywatnych piwnic i strychów rzeczy, które normalnie nigdy nie ujrzałyby światła dziennego. 

Wystawa uparcie udowadnia, że 50 lat temu brytyjski bunt miał twarz (i styl) kobiet, a nie tylko „czterech łobuzów w trampkach”, jak zwykło się uważać.

A teraz czas na moje ulubione smaczki, dla których po prostu trzeba tam wejść:

Czarna kreacja Debbie Harry

Absolutna ikona. Sukienka od Zandry Rhodes z czasów świetności Blondie, cała w agrafkach, łańcuchach i artystycznych rozdarciach, wisi nonszalancko pod sufitem. Patrzysz na nią i nagle sklepiki z Camden próbujące sprzedawać „punkowy look” wyglądają jeszcze bardziej przaśnie.

Walizka Gaye Black

Basistka The Adverts jeździła z nią w trasę z The Damned w 1976 roku. Jest obklejona, zniszczona, a w środku zachowały się jej prywatne pocztówki i pamiątki. Czysty, intymny wehikuł czasu.

Rękopis "Oh Bondage Up Yours!"

Oryginalny, roboczy szkic okładki singla z 1977 roku autorstwa samej Poly Styrene. Gdy patrzycie się na te krzywe litery to dociera do Was, że tak rodziła się rewolucja – na kolanie i bez Photoshopa.

Malarstwo Caroline Coon

To menedżerka The Clash i artystka, która nie patyczkowała się z rzeczywistością. Na wystawie wisi jej wielkie płótno olejowe „Between Parades”, przedstawiające pracownice seksualne robiące makijaż i malujące paznokcie w lokalu uciech podczas oczekiwania na klientów. Mocne, bezkompromisowe, a przede wszystkim prawdziwe.

Co jest w tym wszystkim najlepsze? Muzeum nie próbuje robić z tych kobiet pomników. W głośnikach leci surowe „Germfree Adolescence”, na ścianach wiszą żółte wycinki z gazet, a całość ma w sobie dokładnie tę samą energię, co Londyn z lat 70. – brudny, zbuntowany i niesamowicie kreatywny.

Muzeum na dużym luzie

Wyszłam stamtąd naładowana energią i z mocnym postanowieniem, że muszę częściej schodzić do takich piwnic. Jak już wspominałam wystawa jest darmowa (działa na zasadzie „pay what you can”, więc wypada wrzucić parę funtów na wsparcie dzieciaków z Camden).

Jeśli więc będziecie w okolicy St Pancras Way, zróbcie sobie dobrze i tam zajrzyjcie. Choćby po to, żeby zobaczyć, jak wyglądał prawdziwy, nielukrowany Londyn.

Byliście już w nowym Museum of Youth Culture? Jakie są Wasze ulubione, alternatywne miejscówki, które nie pachną typowym przewodnikiem? Dajcie znać w komentarzach! 

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

BLONDYNKA O SOBIE


„Kobieta renesansu”, która żadnej pracy się nie boi (ale niektórych profesji, z zasady, unika). Plastyczka, absolwentka archeologii śródziemnomorskiej (z miłości do egipskich starożytności), reporterka telewizyjna, stylistka wnętrz, rzeczniczka prasowa jednego z warszawskich muzeów, redaktorka merytoryczna (od zawsze i na zawsze), szefowa pewnej ważnej kampanii (ale nie wrześniowej), działaczka polonijna. Obecnie kuratorka i propagatorka sztuki.


Po pracy: projektantka kolczyków i zwariowanych nakryć głowy, dekoratorka tortów, a incydentalnie sopranistka pewnego londyńskiego chóru. Spontaniczna podróżniczka, tropicielka absurdów, dociekliwa zwiedzaczka i niestrudzona spacerowiczka, spostrzegawcza Cyklopka dokumentująca wszystko trzecim okiem (obiektywu).


Blondynka od zawsze, od niedawna blogerka (czyli bLONDYNka nad Tamizą) opisująca uroki Londynu. Mieszkanka stolicy Wielkiej Brytanii (od prawie dekady) zakochana w tym mieście po uszy i oczy, czyli


Ania Kolczyńska

  • O BLOGU
  • OSZCZĘDZA
  • PODRÓŻUJE
  • POLECA
  • ROZMAWIA
  • SMAKUJE
  • SPACERUJE
  • ZAGLĄDA
  • ZWIEDZA

WSPARCIE BLOGA

Jeśli ten post albo mój blog spodobał Ci się na tyle, żeby postawić mi symboliczną angielską herbatkę albo kieliszek prosecco, (które piję jak herbatkę), to wystarczy, że klikniesz przycisk poniżej.

Dziękuję i obiecuję, że wzniosę toast za Twoje zdrowie (także herbatką, jak będzie trzeba)!

FOLLOW ME

©2022 | Anna Kolczyńska