BlondynkaNadTamiza
Menu
  • HOME
  • O BLOGU
  • SPACERUJE
  • ZWIEDZA
  • POLECA
  • PODRÓŻUJE
  • SMAKUJE
  • OSZCZĘDZA
  • ZAGLĄDA
  • ROZMAWIA
Menu

O skrzynkach pocztowych (opowieść „od czapy”)

Posted on 2026-06-072026-06-07 by admin02

Muszę przyznać, że w Londynie nawet skrzynki na listy mają barwniejsze życie towarzyskie, niż taka na przykład ja.

Oto idziecie sobie ulicą, pada jak zawsze, autobus spóźnia się jak zawsze, Anglicy udają, że nie widzą siebie nawzajem (jak zawsze)… aż tu nagle BUM — na czerwonej skrzynce pocztowej siedzi szydełkowa czapka z pomponem!

I nie, nikogo to właściwie nie dziwi, bo okazuje się, że „crochet letterbox topper” to jedna z najbardziej brytyjskich rzeczy, jakie istnieją. Za to barwnie wydziergane zjawisko odpowiadają lokalne grupy entuzjastek robótek ręcznych. 

Grupy anonimowych szydełkowiczów

To właśnie one szydełkują miniaturowe „ubranka” dla skrzynek na listy. Czasem są to wełniane czapy, czasem małe scenki rodzajowe, innym razem korony na jubileusz króla, a bywa, że i cały Wimbledon zrobiony z włóczki.

Najbardziej fascynujące jest jednak to, że nikt tego nie niszczy. Ludzie się zatrzymują, robią zdjęcia, dzieci się śmieją, starsze panie są dumne, a cała ulica nagle wygląda mniej ponuro. W kraju, gdzie przez pół roku niebo ma kolor herbaty z mlekiem, szydełkowy królik na skrzynce pocztowej naprawdę jest w stanie poprawić morale narodu.

Te małe instalacje często powstają dla lokalnej społeczności: na koronacje, święta, rocznice, Dzień Pamięci, albo po prostu dlatego, że jedna szydełkująca Mrs. Robinson powiedziała do drugiej: „Margaret, udekorujmy dziś skrzynkę jako ul z pszczołami.”— „Brilliant idea, Susan.” I jak powiedziały tak zrobiły!

Doceniam w tym włóczkowym wariactwie fakt, że Londyn potrafi być jednocześnie światową metropolią i miejscem, gdzie największą atrakcją tygodnia jest szydełkowy Paddington na rogu ulicy. 

To jest właśnie brytyjski patriotyzm: nie fajerwerki, nie wielkie hasła, tylko emerytka z włóczką mówiąca: „Ta skrzynka wyglądała trochę smutno.”

Czapkowe podpowiedzi

Przy tych szydełkowych dekoracjach na londyńskich skrzynkach często wiszą małe karteczki — i to jest najbardziej brytyjski detal całej historii. Bo Brytyjczycy nie mogą po prostu zrobić uroczego dzieła z włóczki i odejść. Nie. Oni MUSZĄ jeszcze grzecznie wszystko wyjaśnić.

Na tych kartkach zwykle znajdują się:
— imię grupy szydełkującej,
— nazwa lokalnej społeczności,
— okazja („Happy Coronation!”, „Remembrance Day”, „Happy Easter”),
— albo krótkie: „Please enjoy and take photos.”

Czyli tłumacząc z brytyjskiego: „Spędziłyśmy nad tym trzy tygodnie, bardzo prosimy to docenić.” Czasem są też podziękowania dla wolontariuszy albo informacja, że dekoracja została wykonana na cele charytatywne. Bo tutaj nawet włóczkowy królik potrafi zbierać fundusze dla hospicjum.

Zabawne, że owe karteczki brzmią zawsze absurdalnie uprzejmie. Nawet jeśli ktoś zrobił gigantyczną szydełkową scenę bitwy pod Waterloo na skrzynce pocztowej, to obok będzie karteczka: „Hope this makes you smile :)” I robi!

Najbardziej londyńskie jest jednak to, że ludzie naprawdę traktują te dekoracje z szacunkiem. Nikt ich nie zrywa, nie niszczy, nie ma graffiti. Przechodzień po prostu zwalnia krok, robi zdjęcie i przez pięć sekund wszyscy mają trochę lepszy dzień. Małe rzeczy plus wielka energia brytyjskich cioć!

Ale przy okazji tej opowieści muszę przyznać że zaczęłam ją jak to zwykle ja „od czapy”, dlatego niewykluczone że czeka Was jeszcze mały przewodnik, czyli wszystko co powinniście wiedzieć o tutejszych skrzynkach pocztowych, które są dla Londynu tak charakterystyczne jak czerwone butki telefoniczne, równie czerwone piętrowe autobusy czy czarne taksówki.  

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

BLONDYNKA O SOBIE


„Kobieta renesansu”, która żadnej pracy się nie boi (ale niektórych profesji, z zasady, unika). Plastyczka, absolwentka archeologii śródziemnomorskiej (z miłości do egipskich starożytności), reporterka telewizyjna, stylistka wnętrz, rzeczniczka prasowa jednego z warszawskich muzeów, redaktorka merytoryczna (od zawsze i na zawsze), szefowa pewnej ważnej kampanii (ale nie wrześniowej), działaczka polonijna. Obecnie kuratorka i propagatorka sztuki.


Po pracy: projektantka kolczyków i zwariowanych nakryć głowy, dekoratorka tortów, a incydentalnie sopranistka pewnego londyńskiego chóru. Spontaniczna podróżniczka, tropicielka absurdów, dociekliwa zwiedzaczka i niestrudzona spacerowiczka, spostrzegawcza Cyklopka dokumentująca wszystko trzecim okiem (obiektywu).


Blondynka od zawsze, od niedawna blogerka (czyli bLONDYNka nad Tamizą) opisująca uroki Londynu. Mieszkanka stolicy Wielkiej Brytanii (od prawie dekady) zakochana w tym mieście po uszy i oczy, czyli


Ania Kolczyńska

  • O BLOGU
  • OSZCZĘDZA
  • PODRÓŻUJE
  • POLECA
  • ROZMAWIA
  • SMAKUJE
  • SPACERUJE
  • ZAGLĄDA
  • ZWIEDZA

WSPARCIE BLOGA

Jeśli ten post albo mój blog spodobał Ci się na tyle, żeby postawić mi symboliczną angielską herbatkę albo kieliszek prosecco, (które piję jak herbatkę), to wystarczy, że klikniesz przycisk poniżej.

Dziękuję i obiecuję, że wzniosę toast za Twoje zdrowie (także herbatką, jak będzie trzeba)!

FOLLOW ME

©2022 | Anna Kolczyńska