BlondynkaNadTamiza
Menu
  • HOME
  • O BLOGU
  • SPACERUJE
  • ZWIEDZA
  • POLECA
  • PODRÓŻUJE
  • SMAKUJE
  • OSZCZĘDZA
  • ZAGLĄDA
  • ROZMAWIA
Menu

Lekcja stylu z londyńskiej Savile Row

Posted on 2025-10-182025-12-05 by admin02

Gdy dzień nad Tamizą robi się coraz krótszy i gęsty tak, że niemal czuć w powietrzu ciężki zapach skóry, tweedu z… nutką nostalgii — wiem, że to doskonały moment na skrojenie nowej opowieści!

A tym razem pora na ikoniczną (przynajmniej dla fanów mody) Savile Row – jedną z najbardziej stylowych i prestiżowych ulic Londynu, owianą legendą męskiego krawiectwa (choć dziś także kobiety coraz częściej zamawiają tu swoje „power suits”).

Ta krótka uliczka w centrum Mayfair, od lat pyszniąca się obecnością eleganckich szyldów, ręcznych wykrojów i krawieckich manekinów jest małą świątynią męskiego szyku. Zajrzyjmy zatem pod te zwoje szlachetnych tkanin, by sprawdzić: co tak naprawdę kryje się za legendą Savile Row?

Trochę historii (bez niej nie ma magii)

Ta ulica słynąca z męskiego krawiectwa powstała w XVIII wieku jako część Burlington Estate I nazwana została imieniem Lady Dorothy Savile, żony lorda Burlingtona – właściciela terenu, na którym wybudowano dzisiejsze Mayfair (o historii tej dzielanki pisałam Wam więcej tutaj).

Ale dopiero w XIX wieku, dzięki Henry’emu Poole & Co, ulica zaczyna tętnić prawdziwym, czyli krawieckim życiem. Znany z kunsztu i innowacyjności, Henry stworzył pierwszy współczesny dinner suit, czyli coś na kształt dzisiejszego smokingu (zrobił to w latach 60. XIX-go wieku na zamówienie księcia Walii). Po dziś dzień siedziba firmy mieści się pod adresem 15 Savile Row i przez ten czas otrzymała wiele królewskich certyfikatów, mających niebagatelne znaczenie dla szanownej klienteli.

Od powstania pamiętnego smokingu Savile Row stała się miejscem, w którym rywalizują ze sobą klasyczna elegancja i nieco buntownicza świeżość. Znajdziecie tu wiekowe sklepy i salony, z eleganckimi witrynami, pracownie schowane za starymi drzwiami i nie mniej leciwymi oknami, przez które można dyskretnie podglądać wprawne dłonie krojczych i owe delikatne szycia, które zdają się trwać godzinami. 

Miejsce, gdzie przeszłość spotyka teraźniejszość

Zwiedzając Savile Row, czuję, że zaczynam postrzegać męski ubiór jako coś więcej, niż tylko modę. To prawdziwe dziedzictwo – z jednej strony niemal jak sakrum, z drugiej – wciąż bardzo żywe i odkrywcze. Bo choć wiele domów krawieckich ulokowanych na tej ulicy ma wiekowe korzenie (Gieves & Hawkes od XVIII wieku, Norton & Sons, Davies & Son…), pojawiają się również nowe twórcze interpretacje – Richard James, Ozwald Boateng, Timothy Everest, którzy nadają temu miejscu koloryt, odwagę i świeżą formę, łącząc klasykę z nowoczesnością – jaskrawe kolory, slim-fit czy kobiece kroje. A zatem Savile Row  idzie z duchem czasu!

Jest też ciekawostka, która pokazuje, że nawet tak “tradycyjne” miejsce jak to potrafi się zmieniać. Na przykład – termin “bespoke” dawniej oznaczał coś, co „jest omawiane wcześniej”, a dziś słowo to bywa używane nawet, jeśli część procesu jest mechaniczna – choć dla purystów to wciąż ręczny krój jest tym co robi różnicę. To właśnie tu narodziło się klasyczne angielskie bespoke tailoring, czyli szycie na miarę,  co oznacza, że każdy element garnituru powstaje od podstaw – od  rozmów z klientem, przymiarek i perfekcyjnie dobranych tkanin.

Warto w tym miejscu dodać, że jednym z najsłynniejszych praktykantów uczących się tutejszego fachu był sam Alexander McQueen, który wieku 16 lat porzucił szkołę, aby rozpocząć praktykę na Savile Row w Mayfair – historycznym centrum brytyjskiego krawiectwa męskiego

King Alex (Lee) - krawiectwa mistrz!

Zanim Alexander McQueen stał się „enfant terrible” brytyjskiej mody i stworzył własny dom mody, pracował jako uczeń krawiecki na tej właśnie ulicy u dwóch słynnych krawców: Anderson & Sheppard i Gieves & Hawkes. I to tutaj nauczył się klasycznego, wręcz obsesyjnie precyzyjnego krawiectwa– tego, z którego Savile Row słynie od stuleci. Praktykował szycie ręczne, konstrukcję kroju – wszystko, czego potrzeba, żeby stworzyć garnitur doskonały.

Wkrótce McQueen przeszedł do jeszcze bardziej ekskluzywnego domu krawieckiego – Angus Cundey’s (Huntsman), gdzie był odpowiedzialny m.in. za tworzenie wzorów i krojów. Legenda głosi, że miał tak niesamowitą rękę do konstrukcji, iż już jako nastolatek potrafił uszyć garnitur lepiej, niż niejeden doświadczony krawiec.

To właśnie wtedy narodziło się jego legendarne poczucie formy, struktury i kroju, które później stało się znakiem rozpoznawczym jego projektów.

Jedna z najbardziej znanych anegdot z tego okresu mówi, że McQueen miał wszywać w podszewki garniturów tworzonych dla arystokratów i polityków małe „liściki” typu: „You’re a disgrace” („Jesteś hańbą”) – jako młody buntownik nie ukrywał swojej pogardy wobec establishmentu. I choć to nie do końca potwierdzone, legenda trzyma się mocno i świetnie wpisuje się w jego rebeliancki wizerunek.

Niezależnie od tego, że późniejszy styl McQueena był często teatralny, mroczny, nawet szokujący, jego ubrania zawsze miały perfekcyjny krój. To nie był chaos – to była kontrolowana ekstrawagancja oparta na klasycznym rzemiośle z Savile Row. W wywiadach wielokrotnie powtarzał, że: „You have to know the rules to break them. That’s why I went to Savile Row.”
(„Trzeba znać zasady, żeby je łamać. Dlatego poszedłem na Savile Row.”). 

Garść ciekawostek o Savile Row:

1. Dom The Beatles! 

Pod adresem 3 Savile Row mieściła się siedziba Apple Corps – firmy założonej przez The Beatles. To właśnie na dachu tego budynku odbył się ich ostatni koncert na żywo, w 1969 roku. I jeśli zobaczycie tam fanów muzyki robiących sobie selfie – to już  wiecie dlaczego.

2. Garnitur dla Jamesa Bonda

Słynny krawiec Anthony Sinclair z Savile Row uszył garnitur dla Seana Connery’ego do roli Jamesa Bonda w „Doktorze No” (1962). Od tej pory garnitur 007 stał się niemal tak samo kultowy, jak jego martini.

3. W garniturze po order

Garnitury wielu brytyjskich oficerów i członków rodziny królewskiej szyje się właśnie tutaj. Na przykład krawiec Gieves & Hawkes (No. 1 Savile Row) posiada tzw. Royal Warrant – znak, że dostarcza ubrania na dwór królewski.

4. Garnitur = dzieło sztuki

Pełne „bespoke” z Savile Row to ponad 50 godzin ręcznej pracy krawców, 3-4 przymiarki i koszt… od około 5000 funtów wzwyż. Tak powstaje garnitur idealny – który może przetrwać dekady.

5. Każda pracownia to mała manufaktura

Większość firm na Savile Row to rodzinne lub niezależne domy krawieckie, często prowadzone przez kilka pokoleń. Nie ma tu mowy o masówce. Każdy klient to indywidualny projekt.

6. Muzeum na zapleczu

Niektóre pracownie posiadają swoje mini-muzea lub archiwa – pełne starych wykrojów, zdjęć klientów i próbek tkanin sprzed 100 lat. Warto zapytać – jeśli traficie na miłego krawca, może pokaże Wam zakulisowe skarby!

Na co zwrócić uwagę, jeśli się tu wybierzecie?

  • Należy wcześniej umówić wizytę: wiele pracowni działa na zasadzie zapisów, aranżując przymiarki i szanując czas klienta. Nie przychodźcie wiec, z marszu i nie spodziewajcie się natychmiastowych rezultatów. 
  • Rozumienie procesu: skoro część pracy to ręczne szwy, przymiarki, drobne poprawki – warto docenić każdy detal (np. angielskie drape, high small armhole, londyński krój).
  • Cena + czas: bespoke to inwestycja – nie tylko w pieniądze, ale w cierpliwość. Ceny, czas oczekiwania, liczba przymiarek – wszystko to może się ciągnąć, ale też daje ogromną satysfakcję.

Dlaczego warto tu zajrzeć?

Bo Savile Row to nie tylko garnitury. To opowieść o Londynie, o eleganckich mężczyznach, którzy chcieli wyglądać więcej nóż dobrze, o rzemiośle, które przetrwało wojny, kryzysy, zmieniające się trendy. Ubranie tworzone na Savile Row to dialog między materią a człowiekiem – i w tym dialogu czuję się szczególnie uważną obserwatorką.

A jeśli podobają Wam się takie elegancko-snobistyczne klimaty i dedykowane im ulice Londynu, to zapraszam na opowieść o nieodległej od Savile Rów ulicy (tutaj), gdzie każdy londyński snob znajdzie coś dla siebie i gdzie mieszczą się najstarsze sklepy w całym Londynie.

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

BLONDYNKA O SOBIE


„Kobieta renesansu”, która żadnej pracy się nie boi (ale niektórych profesji, z zasady, unika). Plastyczka, absolwentka archeologii śródziemnomorskiej (z miłości do egipskich starożytności), reporterka telewizyjna, stylistka wnętrz, rzeczniczka prasowa jednego z warszawskich muzeów, redaktorka merytoryczna (od zawsze i na zawsze), szefowa pewnej ważnej kampanii (ale nie wrześniowej), działaczka polonijna. Obecnie kuratorka i propagatorka sztuki.


Po pracy: projektantka kolczyków i zwariowanych nakryć głowy, dekoratorka tortów, a incydentalnie sopranistka pewnego londyńskiego chóru. Spontaniczna podróżniczka, tropicielka absurdów, dociekliwa zwiedzaczka i niestrudzona spacerowiczka, spostrzegawcza Cyklopka dokumentująca wszystko trzecim okiem (obiektywu).


Blondynka od zawsze, od niedawna blogerka (czyli bLONDYNka nad Tamizą) opisująca uroki Londynu. Mieszkanka stolicy Wielkiej Brytanii (od prawie dekady) zakochana w tym mieście po uszy i oczy, czyli


Ania Kolczyńska

  • O BLOGU
  • OSZCZĘDZA
  • PODRÓŻUJE
  • POLECA
  • ROZMAWIA
  • SMAKUJE
  • SPACERUJE
  • ZAGLĄDA
  • ZWIEDZA

WSPARCIE BLOGA

Jeśli ten post albo mój blog spodobał Ci się na tyle, żeby postawić mi symboliczną angielską herbatkę albo kieliszek prosecco, (które piję jak herbatkę), to wystarczy, że klikniesz przycisk poniżej.

Dziękuję i obiecuję, że wzniosę toast za Twoje zdrowie (także herbatką, jak będzie trzeba)!

FOLLOW ME

©2022 | Anna Kolczyńska