BlondynkaNadTamiza
Menu
  • HOME
  • O BLOGU
  • SPACERUJE
  • ZWIEDZA
  • POLECA
  • PODRÓŻUJE
  • SMAKUJE
  • OSZCZĘDZA
  • ZAGLĄDA
  • ROZMAWIA
Menu

Poppy’s – restauracja w krainie czarów

Posted on 2024-02-062024-02-09 by Anna Kolczyńska

Do takich miejsc mam słabość i to słabość szczególną. Już witryny tego czarownego lokalu kuszą niczym lustra, przez które nie tylko można, ale wręcz trzeba przejść na drugą stronę, by dostać się do tej magicznej krainy. Na próżno szukać w niej Alicji (ale właściwie po co, skoro można bez trudu się w nią wcielić albo, jak sugeruje nazwa lokalu, zostać „Makową Panienką”).

Zatem nie ma tu Alicji za to zwierząt jest bez liku: kotów-dziwaków, nie-dziwaków, królików nie tylko białych, jeleni, lisów, papużek (prawdziwych, więc w klatce). Jest nawet jednorożec, którego, jeśli wierzyć legendzie, mogą zobaczyć tylko dziewice😉 Są też żyrafy i choć nie „wchodzą do szafy”, to w tym zwariowanym miejscu mogłyby bez problemu i nikt nie powinien być tym zdziwiony.

image00019
image00047
image00036
image00031
image00038
image00035
image00015
image00046
image00024

To urokliwe i mocno dziwaczne wnętrze niedawno otwartej restauracji na głównej ulicy Hammersmith, jest jak oaza fantazji i ekstrawagancji pośród panującej w tej okolicy nudy. 

Eklektyczny pełen zaskakujących detali, utrzymany w klimacie retro lokal wygląda jak skrzyżowanie magicznej leśnej polany z salonem Waszej ekscentrycznej ciotki.

Kryształowe żyrandole, pluszowe zwierzęta, wyszukane antyki, kwitnące drzewa, barwne papierowe motyle, wzorzyste tapety oblepione ceramiką i obrazkami sprawiają, że można się tymi widokami nasycić bez sięgania po tutejsze menu. A to, trzeba przyznać, jest równie zaskakujące.

Bo o ile w tej scenerii można by się spodziewać alicjowego „zwariowanego podwieczorku”, czegoś w rodzaju popołudniowej herbatki podawanej w fantazyjnych imbryczkach, w otoczeniu smakowitych ciast i deserów (i owszem wszystko to jest!), to już skojarzenia z tajską kuchnią są zupełnie nieoczywiste. A tymczasem czeka tu na amatorów azjatyckich potraw, między innymi: zupa tom yam, sajgonki, sałatka som tum, satay, curry, frytki z owocami morza i pad thai – a także kilka chińskich „intruzów”, takich jak chrupiąca aromatyczna kaczka.

image00016
image00010
image00018
image00012
image00011

„Maczek” z Ravenscourt Park jest niemal nieobecny w Internecie, zupełnie jak przystało na ukryty klejnot. Poppy’s to wszak magiczna kraina z trzema salami wypełnionymi po brzegi osobliwą taksydermią. Choć, moim zdaniem, większość tutejszych zwierzątek to teatralne rekwizyty, a nie prawdziwe trofea myśliwskie (jednak zdecydowanych przeciwników tych ostatnich ostrzegam, że może być co na rzeczy). 

Co prawda nie serwują tu wina („bo go wcale nie ma” zupełnie jak w krainie Alicji) jednak można przynieść własne, za niewielką opłatą korkową (niedaleko znajduje się dyskretny sklepik off licence). Jeśli chodzi o tajskie dania to są całkiem smaczne, za to ich ceny prawie bajkowe, bo wyjątkowo niskie. Ich magiczny klimat podkreśla dodatkowo fantazyjna zastawa, równie eklektyczna jak całe to wnętrze. I jedyną malutką „rysą” na tym rozkosznym obrazku może być brak możliwości płacenia kartą, ale ja wiadomo jedyne karty, jakie mogą obowiązywać w krainie czarów to te spod znaku Kier.

image00013
image00032
image00045
image00014
image00021

I to by było na tyle, bo wszystko to zdecydowanie lepiej podziwiać, niż o tym opowiadać. 

image00005
image00028
image00004
image00022
image00041
image00020

Ach i jeszcze jedno: nie dziwcie się, że tyle w tej mojej krótkiej opowieści nawiązań do Alicji, skoro baśniowa opowieść o jej przygodach powstała w gorące lipcowe popołudnie 1862 roku, podczas przejażdżki łódką po… Tamizie. Ja Blondynka znad tej rzeki musiałam mieć to na uwadze.

Jeśli ten post albo mój blog spodobał Ci się na tyle, żeby postawić mi symboliczną angielską herbatkę albo kieliszek prosecco, (które piję jak herbatkę), to wystarczy, że klikniesz przycisk poniżej.

Dziękuję i obiecuję, że wzniosę toast za Twoje zdrowie (także herbatką, jak będzie trzeba)!

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

BLONDYNKA O SOBIE


„Kobieta renesansu”, która żadnej pracy się nie boi (ale niektórych profesji, z zasady, unika). Plastyczka, absolwentka archeologii śródziemnomorskiej (z miłości do egipskich starożytności), reporterka telewizyjna, stylistka wnętrz, rzeczniczka prasowa jednego z warszawskich muzeów, redaktorka merytoryczna (od zawsze i na zawsze), szefowa pewnej ważnej kampanii (ale nie wrześniowej), działaczka polonijna. Obecnie kuratorka i propagatorka sztuki.


Po pracy: projektantka kolczyków i zwariowanych nakryć głowy, dekoratorka tortów, a incydentalnie sopranistka pewnego londyńskiego chóru. Spontaniczna podróżniczka, tropicielka absurdów, dociekliwa zwiedzaczka i niestrudzona spacerowiczka, spostrzegawcza Cyklopka dokumentująca wszystko trzecim okiem (obiektywu).


Blondynka od zawsze, od niedawna blogerka (czyli bLONDYNka nad Tamizą) opisująca uroki Londynu. Mieszkanka stolicy Wielkiej Brytanii (od prawie dekady) zakochana w tym mieście po uszy i oczy, czyli


Ania Kolczyńska

  • O BLOGU
  • OSZCZĘDZA
  • PODRÓŻUJE
  • POLECA
  • ROZMAWIA
  • SMAKUJE
  • SPACERUJE
  • ZAGLĄDA
  • ZWIEDZA

WSPARCIE BLOGA

Jeśli ten post albo mój blog spodobał Ci się na tyle, żeby postawić mi symboliczną angielską herbatkę albo kieliszek prosecco, (które piję jak herbatkę), to wystarczy, że klikniesz przycisk poniżej.

Dziękuję i obiecuję, że wzniosę toast za Twoje zdrowie (także herbatką, jak będzie trzeba)!

FOLLOW ME

©2022 | Anna Kolczyńska