BlondynkaNadTamiza
Menu
  • HOME
  • O BLOGU
  • SPACERUJE
  • ZWIEDZA
  • POLECA
  • PODRÓŻUJE
  • SMAKUJE
  • OSZCZĘDZA
  • ZAGLĄDA
  • ROZMAWIA
Menu

The Mayflower – najstarszy londyński pub nad Tamizą

Posted on 2023-10-082025-11-30 by Anna Kolczyńska

Moje posty mają to do siebie, że czasami przemijają z wiatrem już na etapie powstawania. Tak było i tym razem, kiedy to spisałam bardzo aktualną muzyczną opowieść, wiodącą londyńskimi śladami pewnej kultowej kapeli, a tymczasem pomyślne albo niepomyślne wiatry pchnęły mnie, w sobotni wieczór, w stronę Tamizy do pewnego tajemniczego pubu. I z miejsca zmienił się kierunek wiatru, obrałam więc nowy kurs na najbliższą opowieść – spisując historię o Mayflower.

Ci z Was, którzy kojarzą tę nazwę z pewnym pionierskim statkiem, który na początku 17-go wieku wypłynął z Londynu do Ameryki, z angielskimi pielgrzymami na pokładzie poszukującymi wolności religijnej, mają rację – to jak najbardziej właściwy trop. Ten jeden z najwcześniejszych statków kolonialnych stał się ikoną kultury w historii Stanów Zjednoczonych. Zatem nic dziwnego, że doczekał się pubu, i to w miejscu, z którego pierwotnie wypłynął w swą dziewiczą podróż.

O dzielnym kapitanie żeglującym ku wolności

Był rok 1620, lipiec. Kapitan Christopher Jones i jego załoga załadowali na pokład Mayflower około 65 pasażerów z Rotherhithe i popłynęli do Southampton, gotowi na epicką podróż transatlantycką, która miała rozpocząć się 5 sierpnia. Według planów miał im towarzyszyć drugi statek, Speedwell, ale na skutek jego problemów najpierw cała podróż opóźniła się o miesiąc, a w końcu Speedwell wycofał się z przedsięwzięcia. Jego pasażerowie zostali przeniesieni na Mayflower, który przepełniony, bo przewożący 102 pasażerów (i prawdopodobnie dwa psy) w końcu wyruszył 16 września 1620 roku w 66-dniową podróż, w środku sezonu sztormów na Atlantyku. Panujące na oceanie wichury rozerwały belki statku i mocno nadwyrężyły całą jego konstrukcję.

Kiedy załodze udało się opanować szkody musieli się zmierzyć z chorobami, które zdziesiątkowały pasażerów. Mayflower przybył do zatoki Cape Cod 11 listopada 1620 roku. Podczas samego rejsu, a także zimą zginęło ponad 40 pasażerów i połowa załogi, w tym strzelec, bosman, kucharz i trzech lub czterech kwatermistrzów. Nie jest jasne, na co zmarli: mogła to być ospa, leptospira, szkorbut albo wszystkie te razem.

Przybywając do Ameryki, nie w październiku (jak zakładał pierwotny plan) a w listopadzie, przybysze z Anglii musieli przetrwać surową zimę, zupełnie do tego nieprzygotowani. Gdyby nie pomoc miejscowej ludności tubylczej, która nauczyła ich zbierania żywności i innych umiejętności przetrwania, wszyscy koloniści mogliby zginąć. W następnym roku 53 ocalałych świętowało pierwsze jesienne żniwa w nowo założonej kolonii Plymouth wraz z 90 rdzennymi Amerykanami, co wieki później zostało uznane za pierwsze amerykańskie Święto Dziękczynienia.

The First Thanksgiving 1621, oil on canvas by Jean Leon Gerome Ferris (1899). Wikipedia.

Tymczasem, pozbawiony pielgrzymów Mayflower powrócił do Londynu, docierając do macierzystego portu Rotherhithe 6 maja 1621 r. Dzielny kapitan Jones zmarł niecały rok później i został pochowany w kościele Mariackim w Rotherhithe (naprzeciwko pubu The Mayflower), w pobliżu miejsca zacumowania statku, który po tej wyniszczającej podróży skończył swój żywot w odmętach Tamizy. Tyle o statku i jego epickim rejsie. Czas teraz na opowieść o pubie przemianowanym na jego cześć.

Ukryty skarb dzielnicy Rotherhite

Malownicza biała fasada niewielkiego budynku, przycupniętego przy brukowanej Rotherhithe Street, wygląda na naprawdę wiekową. Swymi skromnymi rozmiarami sugeruje, że to jeden z tych przykładów dawnej architektury Londynu, którego niewielki metraż nijak się ma do dzisiejszych standardów. Wąski dwukondygnacyjny domek z małym okienkiem na poddaszu nie zapowiada obszernego wnętrza.

Jednak, gdy już się wejdzie do środka można się nieźle zdziwić, bo pub The Mayflower ciągnie się w głąb Tamizy oferując swoim gościom dwie sale, w tym jedną naprawdę słusznych rozmiarów. To pokrzepiająca informacja dla wszystkich ciekawskich, którzy chcąc zobaczyć ten uroczy stary pub z romantyczną historią, widząc zdjęcie jego wąskiej fasady, obawiają się, że w sobotni wieczór nie uda im się znaleźć w nim miejsca. Okazuję się, że jest go całkiem sporo także przed pubem, w korytarzu prowadzącym do wejścia i na rozległym drewnianym tarasie. 

image00034
image00033
image00030
image00026
image00023
image00039
image00007

To jeden z tych staroświeckich pubów idealnych na spędzenie nastrojowego wieczoru. Na jego tyłach można podobno dostrzec oryginalne miejsce cumowania statku Ojców Pielgrzymów z 1620 r. (miejscowa plotka głosi, że kapitan Christopher Jones sprytnie zacumował tutaj, aby uniknąć płacenia podatków w dalszej części rzeki). W jeden z chłodnych wieczorów można także ogrzać się przy kominku i jedząc kolację przy świecach wyobrażać sobie, kto mógł siedzieć w tym samym wnętrzu 400 lat temu! A jeśłi ktoś chciałby się wirtualnie wybrać do jeszcze jednego leciwego pubu ulokowanego nad samą Tamizą to odsyłam go do mojej opowieści o tawernie The Grapes – tutaj.

image00024
image00004

Trudno także zapomnieć, o bliskich powiązaniach pubu z żeglugą i historią dziewiczego rejsu do Ameryki. Zadbali o to właściciele tego miejsca, umieszczając wszędzie stosowne tropy. Już od progu wita przybyłych oprawiony w ramy obraz z podobizną statku Mayflower umieszczony nad barem. Obok niego piętrzą się wersje mniejszych i większych modeli żaglowców, poprzetykane najrozmaitszymi marynistycznymi motywami.    

Pub z Tamizą pod podłogą

Skojarzeń z pokładem statku dostarcza rozległy drewniany taras z imponującym widokiem na Tamizę. Jest zawieszony nad rzeką tak, że siedząc przy jednym ze stolików można dostrzec jej fale pomiędzy szparami szerokich podłogowych desek.

Niektórzy datują ten budynek na 1550 rok. To naprawdę dość odległa historia. Wystarczy sobie tylko wyobrazić, że w tym czasie w Polsce włada król Zygmunt II August, jest to rok koronacji Barbary Radziwiłłówny, a w Anglii trwają regencyjne rządy małoletniego króla Edwarda VI.

Portrait of Edward VI of England, Wikipedia

Ten z całą pewnością wiekowy lokal szczyci się mianem „najstarszego pubu nad Tamizą”. Czy tak jest w istocie, mogą rozsądzić jedynie historycy. Tymczasem niemal pewne jest, że to właśnie w tych okolicach statek Mayflower rozpoczął w 1620 roku – przez Southampton – swoją podróż ku wschodnim wybrzeżom Ameryki Północnej, przewożąc na pokładzie „Ojców Pielgrzymów”, których uważa się za „założycieli” Stanów Zjednoczonych.

Nic więc dziwnego, że pub ten może być szczególnie bliski amerykańskim turystom, którzy będąc w Londynie chcą na własne oczy zobaczyć to miejsce. O jego symbolicznym potencjale przypomniano sobie dopiero w 1957 roku, kiedy to zmieniono dotychczasową nazwę pubu (pod którą funkcjonował od 1790 roku) ze Spread Eagle i Crown na The Mayflower.

Jeśli prawdą jest, że niektóre elementy pierwotnego statku zostały włączone do konstrukcji budynku to nie można się dziwić przedsiębiorczemu właścicielowi, że zdecydował się związać wspólną nazwą swój lokal z legendarnym statkiem kapitana Christophera Jonesa. Tak czy inaczej, nie sposób nie zauważyć wiekowych elementów architektury i wystroju wnętrza, które czynią ten pub miejscem magicznym i uwiarygadniają jego długą historię.   

image00041
image00040
image00037
image00035
image00019
image00010
image00017
image00015
image00011
image00008
image00009

A na koniec jeszcze jedna marynistyczno-filatelistyczna ciekawostka. Otóż w XIX wieku marynarze cumujący w Rotherhithe, mając chwilę wolnego czasu, mogli zamówić piwo, a do niego znaczek pocztowy w opisywanym tu lokalu, wtedy nazywanym The Spread Eagle. Okazuje się, że dzisiejszy The Mayflower pozostaje nadal jedynym pubem posiadającym licencję na sprzedaż znaczków pocztowych w USA i Wielkiej Brytanii – wystarczy zapytać w barze! 

Ach i jeszcze jedno! To nie jedyny nadrzeczny pub, który pretenduje do miana najstarszego. A o jednym z jego poważnych konkurentów możecie przeczytać tutaj.   

  • Adres: 117 Rotherhithe Street, Rotherhithe, SE16 4NF
  • Położenie: południowy brzeg Tamizy, w sąsiedztwie Muzeum Brunela
  • Dojazd: linią Overground, stacja Rotherite (naziemna), stąd tylko trzy minuty do pubu

Jeśli ten post albo mój blog spodobał Ci się na tyle, żeby postawić mi symboliczną angielską herbatkę albo kieliszek prosecco, (które piję jak herbatkę), to wystarczy, że klikniesz przycisk poniżej.

Dziękuję i obiecuję, że wzniosę toast za Twoje zdrowie (także herbatką, jak będzie trzeba)!

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

BLONDYNKA O SOBIE


„Kobieta renesansu”, która żadnej pracy się nie boi (ale niektórych profesji, z zasady, unika). Plastyczka, absolwentka archeologii śródziemnomorskiej (z miłości do egipskich starożytności), reporterka telewizyjna, stylistka wnętrz, rzeczniczka prasowa jednego z warszawskich muzeów, redaktorka merytoryczna (od zawsze i na zawsze), szefowa pewnej ważnej kampanii (ale nie wrześniowej), działaczka polonijna. Obecnie kuratorka i propagatorka sztuki.


Po pracy: projektantka kolczyków i zwariowanych nakryć głowy, dekoratorka tortów, a incydentalnie sopranistka pewnego londyńskiego chóru. Spontaniczna podróżniczka, tropicielka absurdów, dociekliwa zwiedzaczka i niestrudzona spacerowiczka, spostrzegawcza Cyklopka dokumentująca wszystko trzecim okiem (obiektywu).


Blondynka od zawsze, od niedawna blogerka (czyli bLONDYNka nad Tamizą) opisująca uroki Londynu. Mieszkanka stolicy Wielkiej Brytanii (od prawie dekady) zakochana w tym mieście po uszy i oczy, czyli


Ania Kolczyńska

  • O BLOGU
  • OSZCZĘDZA
  • PODRÓŻUJE
  • POLECA
  • ROZMAWIA
  • SMAKUJE
  • SPACERUJE
  • ZAGLĄDA
  • ZWIEDZA

WSPARCIE BLOGA

Jeśli ten post albo mój blog spodobał Ci się na tyle, żeby postawić mi symboliczną angielską herbatkę albo kieliszek prosecco, (które piję jak herbatkę), to wystarczy, że klikniesz przycisk poniżej.

Dziękuję i obiecuję, że wzniosę toast za Twoje zdrowie (także herbatką, jak będzie trzeba)!

FOLLOW ME

©2022 | Anna Kolczyńska