BlondynkaNadTamiza
Menu
  • HOME
  • O BLOGU
  • SPACERUJE
  • ZWIEDZA
  • POLECA
  • PODRÓŻUJE
  • SMAKUJE
  • OSZCZĘDZA
  • ZAGLĄDA
  • ROZMAWIA
Menu

Atlantis – 100% Grecji w najniższej cenie

Posted on 2022-11-162022-11-17 by Anna Kolczyńska

Zanim zabiorę Was na ucztę tak skromną, jak tylko skromna być może grecka kuchnia, pozwolę sobie na dwie „małe” dygresje. Dygresje to zresztą coś, na co w mojej szkatułkowej narracji jesteście niejako z góry skazani. Tak to już będzie w tej opowieści, że z jednej szkatułki wyciągam drugą, a po niej następną i tak bez końca…

Polonijne sposoby na tanie żywienie

Otóż – nim zaczniemy zwiedzać kulinarne miejsca obliczone na „low budget” to zdradzę Wam, że w tym temacie niemal każdy polski emigrant mógłby bez końca przerzucać się przykładami „jedzeniowej oszczędności”, mającymi szansę zaistnieć w księdze rekordów Guinnessa. Zapomnijcie o ziemniakach z cebulą, to banał i zwykłe przewalanie kasy. Są lepsze i tańsze sposoby! I tak na przykład: pewna moja znajoma – obecnie piastująca poważne stanowiska w świecie londyńskiej finansjery, jako świeżo przybyła do tego miasta studentka bankowości, żywiła się paczuszką owsianych ciasteczek, w cenie 1 funta szterlinga, z których każde musiało jej starczyć za całodzienny posiłek.

unnamed

Pamiętam jak wiele lat temu los rzucił mnie na jeden ze skłotów w dzielnicy Brixton i mój kolega, zdeklarowany skłoters, anarchista, który pracą zwyczajnie się brzydził, więc do niej nie chodził, zaserwował mi pyszną sałatkę, pełną wyszukanych składników. W odpowiedzi na moje zadziwienie, jak można z zasady nie pracować i jadać jak lord, wyjaśnił mi, że stali bywalcy Londynu dobrze wiedzą, w jakie dni tygodnia, i w jakich miejscach, duże markety pozbywają się całych partii dobrego jedzenia. Takiego, którego daty przydatności do spożycia właśnie się skończyły, a ono samo jeszcze przez dzień czy dwa nie traci swych wartości. A zatem – jeść nie umierać!

IMG-1432

Wzór oszczędności z Sevres pod Paryżem

Jednak numerem jeden na tej, nieistniejącej dotąd, liście oszczędnego żywienia byłby niewątpliwie patent innej młodej emigrantki. Rozpoczynając swoje skromne życie w Londynie jako studentka prestiżowej uczelni modowej, wszystkie pieniądze przeznaczone na utrzymanie, w tym na skromne, ale zadowalające wyżywienie była zmuszona wydawać na zakup materiałów (nie tylko tkanin), z których student musi dzień i noc kroić, modelować i odszywać kolejne próby i gotowe projekty. Dlatego fundusze, które w teorii były przeznaczone na jedzenie wydawała na swoją konieczną twórczość, a na wyżywienie właściwie nie zostawało jej już nic. Wymyśliła więc, że może przetrwać kupując pokaźnych rozmiarów paczkę najtańszych płatków owsianych, każdą ich porcję zalewając kranówą. I tak jej tygodniowy budżet na jedzenie wynosił 80 pensów. Można? Można!  

unnamed (1)

Dlaczego kuchnia grecka?

Ale wracając do restauracji w „prawie rozsądnej cenie”. Na pierwszy ogień wybrałam Atlantis – i to z trzech powodów. Po pierwsze: podobno grecka kuchnia jest w tym sezonie bardzo trendi, bo bazuje na swej odwiecznej prostocie i jednocześnie nieoczywistych połączeniach smakowych, jak choćby feta plus oregano albo sos na bazie pomidorów i czerwonego wina z dodatkiem cynamonu i goździków – coś za co od zawsze kocham stifado.

Drugi powód jest taki, że większość greckich restauracji w tym mieście jest prowadzona przez Cypryjczyków, zatem możecie w nich liczyć bardziej na cypryjskie smaki, niż te typowe dla Grecji. Warto wziąć to pod uwagę przy wyborze „greckiej” tawerny w Londynie i wiedzieć, że zjeść po grecku to znaczy zjeść w Atlantis.

I wreszcie trzeci, kto wie czy nie najważniejszy powód – ceny! Te były tu zawsze wybitnie niskie, ale co zupełnie niezwykłe pozostały takie nawet wtedy, gdy wielka trójca: brexit, pandemia i wojna wywindowały wszystkie, nie tylko restauracyjne, ceny do niebotycznych rozmiarów. Nie znam powodów tego stanu rzeczy w Atlantis, ale cyklicznie z niego korzystam.

IMG-1383

Odkrywamy Atlantis

Sama tawerna znajduje się w niezwykłe urokliwym miejscu zachodniego Londynu na Pitshanger Lane, które jest kameralną enklawą zamieszkałą przez zamożnych londyńczyków. Większość z nich uwielbia to miejsce, dlatego w okolicach weekendu stolik należy rezerwować z pewnym wyprzedzeniem tutaj. Tym bardziej, że większość, jeśli nie wszystkie, greckie tawerny w Londynie otwierają się dopiero po godzinie 18.00, dobrze o tym pamiętać, jeśli chciałoby się w nich zjeść lunch czy obiad.    

IMG-1395

Wystrój Atlantis jest więcej niż prosty i nawiązuje, jak w przypadku większości greckich tawern, do architektury i stylu urokliwych miasteczek Hellady. Białe ściany zaciągane tynkiem o porowatej strukturze są jak fronty bielonych domków na Santorini. Do tego trochę obowiązkowego kobaltu, proste drewniane stoły – wszystko to sprawia, że można się tu poczuć jak na małych greckich wakacjach. Oczywiście nie tylko za sprawą wystroju, ale także dzięki wyśmienitej domowej kuchni i równie swojskiej serdecznej, typowo greckiej, obsłudze. Tawerna prowadzona jest przez rodzinę, na której czele stoi współwłaściciel Atlantis – wszechobecny i zawsze skory do żartów – Adonis!

IMG-1442

Ceny zaklęte przed wiekami

Ale wróćmy do meritum, czyli do niewiarygodnie niskich cen i ich fantastycznego stosunku do jakości serwowanych tu dań.  Karta jest równie krótka co i prosta – a to jak wiadomo najpewniejszy znak tego, że wszystko będzie świeże i przygotowywane na bieżąco tutaj. Dlatego np. zamawiając przystawki – wszystkie w okolicach UWAGA! 4.50 – 5.50 funta, możecie być pewni, że nie podadzą Wam tu dolmades z puszki, czego zdarzało mi się doświadczyć w innych „greckich” restauracjach położonych w prestiżowych dzielnicach miasta i wcale nie takich tanich. 

IMG-1468

Główne dania nie przekraczają kilkunastu funtów (większość jest w okolicach 12-tu). Do tego karafka zacnej domowej Retsiny i w efekcie rachunek dla dwojga na koniec romantycznego wieczoru, to nie, jak w przypadku większości tanich restauracji, 50 funtów+, ale coś w granicach 30-tu paru, a to naprawdę niewiarygodne jak na londyńskie standardy! Jeśli się mylę czekam na korektę z Waszej strony!

I jest tylko jedna rysa na tym smakowitym obrazku – zdradzając Wam tajemnice Atlantis ryzykuję, że w przyszłości mogę mieć kłopot z rezerwacją stolika.

IMG-1452

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

BLONDYNKA O SOBIE


„Kobieta renesansu”, która żadnej pracy się nie boi (ale niektórych profesji, z zasady, unika). Plastyczka, absolwentka archeologii śródziemnomorskiej (z miłości do egipskich starożytności), reporterka telewizyjna, stylistka wnętrz, rzeczniczka prasowa jednego z warszawskich muzeów, redaktorka merytoryczna (od zawsze i na zawsze), szefowa pewnej ważnej kampanii (ale nie wrześniowej), działaczka polonijna. Obecnie kuratorka i propagatorka sztuki.


Po pracy: projektantka kolczyków i zwariowanych nakryć głowy, dekoratorka tortów, a incydentalnie sopranistka pewnego londyńskiego chóru. Spontaniczna podróżniczka, tropicielka absurdów, dociekliwa zwiedzaczka i niestrudzona spacerowiczka, spostrzegawcza Cyklopka dokumentująca wszystko trzecim okiem (obiektywu).


Blondynka od zawsze, od niedawna blogerka (czyli bLONDYNka nad Tamizą) opisująca uroki Londynu. Mieszkanka stolicy Wielkiej Brytanii (od prawie dekady) zakochana w tym mieście po uszy i oczy, czyli


Ania Kolczyńska

  • O BLOGU
  • OSZCZĘDZA
  • PODRÓŻUJE
  • POLECA
  • ROZMAWIA
  • SMAKUJE
  • SPACERUJE
  • ZAGLĄDA
  • ZWIEDZA

WSPARCIE BLOGA

Jeśli ten post albo mój blog spodobał Ci się na tyle, żeby postawić mi symboliczną angielską herbatkę albo kieliszek prosecco, (które piję jak herbatkę), to wystarczy, że klikniesz przycisk poniżej.

Dziękuję i obiecuję, że wzniosę toast za Twoje zdrowie (także herbatką, jak będzie trzeba)!

FOLLOW ME

©2022 | Anna Kolczyńska