„Nie ma takiego miasta Londyn!” – upierała się pani z okienka na poczcie, w kultowej scenie z filmu „Miś” i… miała rację. Dlaczego? Otóż im dłużej TU mieszkam, a mieszkam ósmy rok (wcześniej przez lata tkwiąc w rozkroku między stolicą Polski a Zjednoczonego Królestwa) tym bardziej nabieram pewności, że przeprowadziłam się i żyję nie w jednym, a w 33 miastach naraz. Właśnie tak się czuję: jakbym była w 33 Londynkach, Londkach, Londonach i Londongradach jednocześnie i to jest dla mnie największa siła i atrakcja tego „zjednoczonego miastestwa”.







Trochę o 33 Londynkach
33 miasta są w istocie trzydziestoma trzema boroughs, czyli czymś na kształt dzielnic, mniej lub bardziej rozległych, wśród których jedna wybija się na prawdziwą niepodległość. Mowa o City of London, które jest bardziej państwem-miastem. I tak naprawdę nie jest borough, bo posiada prawa miejskie w granicach Londynu, własny herb i flagę. To nie tylko mekka biznesowych elit UK, Europy i świata, nie tylko przestrzeń naszpikowana ikonicznymi wieżowcami jak żaden inny fragment Londynu. To także niezależny organ, bo oprócz armii bankierów, finansistów i wszelkiej maści biznesmenów pracujących na 33 zmiany, tak, że światła w officach nigdy tu nie gasną… oprócz tego – City of London ma swoją własną policję – City of London Police, a miało też własny system podatkowy.
33 miasta do spacerowania i zwiedzania
Jednak dla zwyklego mieszkańca Londynu, czyli mnie, City jest jeszcze jednym z 33 dzielnic-miast, które mogę sobie wybrać jako dogodny punkt codziennego czy weekendowego spaceru. I czesto wybieram, bo Square Mile (Mila Kwadratowa) jak nazywają je ze wzgledu na jego rozmiary, ma dla spacerowiczów także ten walor, że w obrębie tej słynnej mili można zobaczyć i obejść większość z najważniejszych i najsłynniejszych obiektów z turystycznej mapy Londynu.
Londyn do zakochANIA!
A zatem to co kocham w 33 miastach zwanych Londynem, to właśnie różnorodność i wielość jaką oferuje. Mam wrażenie, że zamiast być zamkniętą w obrębie większego lub mniejszego miasta, które wcześniej czy później staje się znane i przez to w pewien sposób nużące i ograniczające, codziennie „dostaję” atrakcyjną ofertę turystyczną od każdego z borough i wybierając cel podróży mam szansę całkowicie zmienić otoczenie. 33 Londki dają tę możliwość do tego stopnia, że w czasie długiego spaceru mogę poczuć się jak w zupełnie innym kraju czy nawet części świata, tak różne bywają architektura, położenie, nastrój i styl niektórych fragmentów Londynu.
Postaram się zabierać Was razem ze sobą w te, mniej i bardziej, zaplanowane podróże, byście mogli na własne oczy przekonać się, że to miasto nie jest miastem a mozaiką posklejaną z różnych części Europy i świata.
Chodźcie – zabieram Was ze sobą!
Jeśli ten post albo mój blog spodobał Ci się na tyle, żeby postawić mi symboliczną angielską herbatkę albo kieliszek prosecco, (które piję jak herbatkę), to wystarczy, że klikniesz poniższy przycisk.
Dziękuję i obiecuję, że wzniosę toast za Twoje zdrowie (także herbatką, jak będzie trzeba)!




1 thought on “Wprowadzenie do miasta (tylnymi drzwiami oczywiście)”
Comments are closed.