BlondynkaNadTamiza
Menu
  • HOME
  • O BLOGU
  • SPACERUJE
  • ZWIEDZA
  • POLECA
  • PODRÓŻUJE
  • SMAKUJE
  • OSZCZĘDZA
  • ZAGLĄDA
  • ROZMAWIA
Menu

Wojna herbaciana na Oxford Street 

Posted on 2026-03-312026-03-31 by admin02

Oxford Street nigdy nie śpi. Migocze światłami witryn, kusi zapachem perfum z drogich butików i domów towarowych, a od niedawna także mocnym aromatem pysznej herbaty. Tak, herbaty, bo jeśli dobrze nadstawicie nosa (a najlepiej skręcicie w odpowiednią cześć ulicy), traficie na małą, elegancką „wojnę” herbacianych gigantów.

Zabieram Was na uliczną herbacianą licytację po angielsku – rozgrywająca się między dwoma brandami: TWG Tea a Whittard of Chelsea.

Nawet nie zauważyłam kiedy Oxford Street stało to modowym polem bitwy – także tej herbacianej.

Z jednej strony staje w szranki TWG Tea. Luksus. Złoto. Elegancja. Słoje z herbatą ustawione jak drogocenne klejnoty. Wchodząc tam, czuję się trochę jak w perfumerii dla smakoszy – każda mieszanka ma swoją historię, nazwę, nuty smakowe jak w katalogu haute couture.

To nie jest zwykła herbata. To doświadczenie.
To napar, który mówi: „Jestem tu, bo mogę.”

Z drugiej strony o palmę (czy też raczej herbaciany liść) pierwszeństwa ubiega się – klasyczna brytyjska tradycja, czyli Whittard of Chelsea. Marka z historią sięgającą 1886 roku.

 Wnętrze tego sklepu jest mniej onieśmielające, bardziej zapraszające na pogawędkę z małym łykiem cup of tea. I właśnie tutaj zaczyna się prawdziwa przyjemność!

Deszczowy Londyn i darmowa herbata

To miasto bez deszczu? Nie oszukujmy się – to rzadkość. A, gdy Oxford Street tonie w parasolkach, warto zajść do sklepu Whittard, gdzie codziennie odbywają się degustacje.

Można próbować. Porównywać. Dyskutować. I wszystko to – zupełnie za darmo.

To jest ten moment, kiedy brytyjska uprzejmość spotyka się z herbacianą hojnością. Obsługa opowiada o smakach, proponuje kolejne filiżanki, czy raczej mini kubeczki , a Ty możesz przez chwilę poczuć się jak juror w herbacianym konkursie.

Dlaczego uznałam, że warto o tym wspomnieć? Otóż zdradzę Wam pewien wstydliwy sekret… no cóż muszę się przyznać, że ja – blondynka zakochana w Londynie po oczy i uszy – jakoś nie przepadam za herbatą, czyli najbardziej brytyjskim specjałem i rytuałem. Tymczasem to właśnie w Whittardzie odkryłam jak cudownie szlachetny może być to trunek. Tutejsze aromatyczne mieszanki potrafią smakować jak najlepszy deser!

W TWG degustacje są bardziej selektywne, „butikowe”. W Whittard – możecie posilić się  gorącym naparem o najbardziej wymyślnym smaku i aromacie w sposób bardziej  demokratyczny, czyli „prosto z mostu”. I może właśnie dlatego w deszczowe popołudnia czuję się tam trochę jak w herbacianym klubie dla wtajemniczonych.

Luksus kontra tradycja

Czy to wojna? Raczej elegancki pojedynek na aromaty. TWG kusi egzotyką i prestiżem. Whittard – historią i dostępnością. Jedno pachnie Singapurem i złotem. Drugie – Anglią, domowym ciepłem i klasyką.

I wiecie co? Wcale nie trzeba wybierać zwycięzcy. Oxford Street pomieści oba światy. Bo w Londynie nawet konkurencja odbywa się z klasą (a przynajmniej tak chciałbym o tym myśleć). A jeśli następnym razem złapie Was typowa londyńska mżawka w centrum miasta, to już wiecie, gdzie zajść po filiżankę darmowego szczęścia. Gorąco polecam. 

Blondynka nad Tamizą 🍵

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

BLONDYNKA O SOBIE


„Kobieta renesansu”, która żadnej pracy się nie boi (ale niektórych profesji, z zasady, unika). Plastyczka, absolwentka archeologii śródziemnomorskiej (z miłości do egipskich starożytności), reporterka telewizyjna, stylistka wnętrz, rzeczniczka prasowa jednego z warszawskich muzeów, redaktorka merytoryczna (od zawsze i na zawsze), szefowa pewnej ważnej kampanii (ale nie wrześniowej), działaczka polonijna. Obecnie kuratorka i propagatorka sztuki.


Po pracy: projektantka kolczyków i zwariowanych nakryć głowy, dekoratorka tortów, a incydentalnie sopranistka pewnego londyńskiego chóru. Spontaniczna podróżniczka, tropicielka absurdów, dociekliwa zwiedzaczka i niestrudzona spacerowiczka, spostrzegawcza Cyklopka dokumentująca wszystko trzecim okiem (obiektywu).


Blondynka od zawsze, od niedawna blogerka (czyli bLONDYNka nad Tamizą) opisująca uroki Londynu. Mieszkanka stolicy Wielkiej Brytanii (od prawie dekady) zakochana w tym mieście po uszy i oczy, czyli


Ania Kolczyńska

  • O BLOGU
  • OSZCZĘDZA
  • PODRÓŻUJE
  • POLECA
  • ROZMAWIA
  • SMAKUJE
  • SPACERUJE
  • ZAGLĄDA
  • ZWIEDZA

WSPARCIE BLOGA

Jeśli ten post albo mój blog spodobał Ci się na tyle, żeby postawić mi symboliczną angielską herbatkę albo kieliszek prosecco, (które piję jak herbatkę), to wystarczy, że klikniesz przycisk poniżej.

Dziękuję i obiecuję, że wzniosę toast za Twoje zdrowie (także herbatką, jak będzie trzeba)!

FOLLOW ME

©2022 | Anna Kolczyńska