BlondynkaNadTamiza
Menu
  • HOME
  • O BLOGU
  • SPACERUJE
  • ZWIEDZA
  • POLECA
  • PODRÓŻUJE
  • SMAKUJE
  • OSZCZĘDZA
  • ZAGLĄDA
  • ROZMAWIA
Menu

Lunch w towarzystwie Wszystkich Świętych w Mercato Mayfair

Posted on 2023-05-202023-07-11 by Anna Kolczyńska

Jasne, że ucztowanie w kościele to w Londynie żadna nowość. A ja pisałam już o tym przy okazji kilku mniej lub bardziej ekscentrycznych adaptacji byłych świątyń do celów komercyjnych takich, które z religią nie mają wiele wspólnego. Jednak w tym wypadku prawdziwym (nomen omen) ‘objawieniem’ jest fakt, że przez lata udawało mi się przeoczyć jedną z najbardziej (i znów nomen omen) ‘kultowych’ realizacji, czyli słynne Mercato Mayfair (tutaj). 

Położone w samym centrum Londynu, na tyłach Oxford Street, nie musi zabiegać o uwagę, bo z racji swej ekskluzywnej lokalizacji ma ją z góry zapewnioną. A choć jego wnętrza za sprawą architektonicznych detali o sakralnej proweniencji, nie przystają do obecnego świeckiego przeznaczenia obiektu, to formalnie od pół wieku budynek ten nie pełni funkcji religijnych. Wydaje się więc, że w tym wypadku można spokojnie ‘przełknąć’ fakt jadania w kościelnych dekoracjach.  

To już drugi street food market spod znaku Mercato Metropolitano (pierwszy powstał w dawnej fabryce papieru w dzielnicy Elephant & Castle). Ale Mercato Mayfair dzięki spektakularnym wnętrzom, bije wszystkie inne tego rodzaju przybytki na głowę. A propos przybytku, to warto się nad nim nieco pochylić, bo jest tego wart. Mercato znalazło gościnę w dawnym kościele św. Marka, który wciśnięty pomiędzy dwie wielkie rezydencje przy North Audley Street, po pierwsze zachwyca swoją oryginalną fasadą. 

image00056
image00081
image00082
image00054
image00051
image00052

Zabytkowy portyk wsparty na czterech jońskich kolumnach pełni teraz rolę oryginalnego restauracyjnego tarasu. A sama budowla w niczym nie przypomina klasycznych anglikańskich świątyń, także dlatego, że wzniesiona w 1820 roku, jest jednym z najwspanialszych przykładów XIX-wiecznej greckiej architektury odrodzenia w Londynie (nie licząc The National Gallery of course).

Zatrzymując się jezcze przez chwilę przy nieoczywistej historii tego miejsca warto zaznaczyć, że w czasie II wojny światowej stało się ono nieoficjalnym „amerykańskim kościołem”. A do grona jego bywalców zaliczano prezydenta Dwighta Eisenhowera. W latach 70-tych został zdekonsekrowany i pozostawał opuszczony przez dwie dekady, później stawał się kolejno centrum odnowy biologicznej, centrum pomocy osobom starszym, a następnie przestrzenią wykorzystywaną w trakcie pokazów London Fashion Week. 

Wreszcie po żmudnej renowacji, wynoszącej 5 milionów funtów, ten zabytek klasy pierwszej (czyli o wielkim znaczeniu historycznym, podobnie jak pałac Buckingham) powrócił do dawnej świetności. Ale już nie do dawnej funkcji.

image00011
image00071
image00050
image00078
image00023
image00063
image00072

Biesiadowanie w świątynnych dekoracjach

Jego nowi zarządcy zadbali jednak o to, by, bądź co bądź, zaskakujące przeznaczenie dawnej świątyni pozostawało w pewnej harmonii z jej niezwykłym wystrojem. To, dlatego stoliki i część krzeseł na parterze oraz na antresoli dopasowano kolorem do spektakularnych kościelnych witraży. Czerwone, niebieskie, seledynowe i żółte prostokąty blatów są wyraźnym nawiązaniem do soczystych barw okiennych przedstawień. 

Pozostając w tym samym spektrum kolorów, wyglądają jakby były skąpane w świetle padającym przez szyby. Jednak kontekst sakralny: obrazy, polichromie, figury świętych w zestawieniu z rozbawionym tłumem pląsającym i pijącym drinki może szokować. I ten rodzaj świadomej prowokacji jest pewnie dla wielu dodatkowym wabikiem w stylu: „oj dana, dana nie ma szatana!”     

image00069
image00066
image00032
image00064
image00026
image00065
image00062
image00061
image00067
image00009
image00070
IMG_7722
image00022

Ołtarz z ginem, a nie z winem

A w ramach burzenia granic między sacrum, a profanum centralny element wnętrza, który kiedyś był ołtarzem, stał się teraz barem piwnym, zaopatrywanym przez znajdujący się w piwnicy mikro browar. Został wykonany z tysiąca unikalnych szklanych cegieł, które powstały z przetopionych potłuczonych kufli do piwa z pierwszego street food marketu Mercacto Metropolitano w Elephant & Castel.

image00024
image00036
image00080
image00068
image00057
image00042
image00001

Z lewej strony dawnego ołtarza znajduje się bar z ginem. Prawdopodobnie to niezamierzone, ale trafne skojarzenie, jeśli weźmie się pod uwagę fakt, że wielu traktuje Boga jak Gina z butelki, który powinien spełnić ich życzenia – zatem gin na ołtarzu nie wydaje się wcale od rzeczy?    

W dawnych nawach kościoła i na jego górnym poziomie, wzdłuż antresoli ulokowano stoiska z jedzeniem z różnych stron świata. Znajdziecie tu najrozmaitsze propozycje od pizzy neapolitańskiej, przez ręcznie robiony włoski makaron, bar z koktajlami i owocami morza. Jest robata w stylu japońskim, włoski steak house, bułeczki bao, bar z szampanem, specjały kuchni tajskiej.

image00037
image00040
image00046
image00045
image00044
image00014
image00033
image00030
image00063
image00010
image00008
image00007
image00006

Miejsce słynie także z włoskiej lodziarni, w której obok lodów o smaku La Dolcevita czy Criminale, można skosztować lodowych hamburgerów. Niestety nie doczekałam się, by ktoś je zamówił, a sama nie byłam na tyle odważna czy też zdesperowana. Dodam, że dla mnie wielbicielki lodów, serwowanie ich w hamburgerowej bułce jest kolejną formą profanacji, która najwyraźniej w tym miejscu ma się wyjątkowo dobrze.

Kwiatki na wejście

Z kolei w dawnej kruchcie mającej formę długiego korytarza ulokowano kwiaciarnię w iście instagramowym wydaniu, która kusi wszystkich przekraczających progi tej świątyni konsumpcji.

image00053
image00048
image00002
image00075
image00073
image00049

Z tego miejsca można dostać się do piwnic, w dawnej kościelnej krypcie, gdzie czekają vine-bary i szerokie blaty social tables. W głębi znajduje się wspomniany wcześniej browar oraz „laboratorium” chleba i makaronu, w którym eksperymentują z nowymi technikami wytwarzania ciasta. Jest wreszcie mała szkoła gotowania z zajęciami i warsztatami kulinarnymi.

image00005
image00004
piwnica

Drinkowanie na tarasie

A jeśli ktoś, onieśmielony widokiem i bliskim towarzystwem świętych spoglądających ze ścian i witraży, chciałby spróbować tutejszej oferty kulinarnej w bardziej neutralnym otoczeniu, to może szukać miejsca (i szczęścia w jego znalezieniu) na niewielkim tarasie, znajdującym się na dachu. Ustronny, oświetlony girlandami ogródek w cieniu kościelnej dzwonnicy ma swoich fanów. 

image00018
image00019
image00020

Podobnie jak całe to święte-nieświęte miejsce, choć w tym wypadku może należałoby powiedzieć wyznawców, zalegających na kościelnych ławach. Jest ich tylu, że znalezienie tu stolika w sobotę po południu graniczy z cudem (na który pewnie można liczyć, w końcu to kościół, co z tego, że dawny), dlatego jeśli nie lubicie jeść w tłoku wybierzcie na wizytę w Mercato Mayfair leniwą niedzielę albo jakiś dzień w środku tygodnia.   

Jeśli ten post albo mój blog spodobał Ci się na tyle, żeby postawić mi symboliczną angielską herbatkę albo kieliszek prosecco, (które piję jak herbatkę), to wystarczy, że klikniesz poniższy przycisk.

Z góry dziękuję i obiecuję, że wzniosę toast za Twoje zdrowie (także herbatką, jak będzie trzeba)!

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

BLONDYNKA O SOBIE


„Kobieta renesansu”, która żadnej pracy się nie boi (ale niektórych profesji, z zasady, unika). Plastyczka, absolwentka archeologii śródziemnomorskiej (z miłości do egipskich starożytności), reporterka telewizyjna, stylistka wnętrz, rzeczniczka prasowa jednego z warszawskich muzeów, redaktorka merytoryczna (od zawsze i na zawsze), szefowa pewnej ważnej kampanii (ale nie wrześniowej), działaczka polonijna. Obecnie kuratorka i propagatorka sztuki.


Po pracy: projektantka kolczyków i zwariowanych nakryć głowy, dekoratorka tortów, a incydentalnie sopranistka pewnego londyńskiego chóru. Spontaniczna podróżniczka, tropicielka absurdów, dociekliwa zwiedzaczka i niestrudzona spacerowiczka, spostrzegawcza Cyklopka dokumentująca wszystko trzecim okiem (obiektywu).


Blondynka od zawsze, od niedawna blogerka (czyli bLONDYNka nad Tamizą) opisująca uroki Londynu. Mieszkanka stolicy Wielkiej Brytanii (od prawie dekady) zakochana w tym mieście po uszy i oczy, czyli


Ania Kolczyńska

  • O BLOGU
  • OSZCZĘDZA
  • PODRÓŻUJE
  • POLECA
  • ROZMAWIA
  • SMAKUJE
  • SPACERUJE
  • ZAGLĄDA
  • ZWIEDZA

WSPARCIE BLOGA

Jeśli ten post albo mój blog spodobał Ci się na tyle, żeby postawić mi symboliczną angielską herbatkę albo kieliszek prosecco, (które piję jak herbatkę), to wystarczy, że klikniesz przycisk poniżej.

Dziękuję i obiecuję, że wzniosę toast za Twoje zdrowie (także herbatką, jak będzie trzeba)!

FOLLOW ME

©2022 | Anna Kolczyńska