BlondynkaNadTamiza
Menu
  • HOME
  • O BLOGU
  • SPACERUJE
  • ZWIEDZA
  • POLECA
  • PODRÓŻUJE
  • SMAKUJE
  • OSZCZĘDZA
  • ZAGLĄDA
  • ROZMAWIA
Menu

St Katharine Docks – gdzie cumuje historia

Posted on 2025-12-022026-01-06 by admin02

Londyn ma to do siebie, że nawet kiedy idziecie tylko po chleb, możecie niechcący wdepnąć w osiemset lat historii. A jeśli skręcicie nie w tę stronę Tower Bridge, co trzeba – to odkryjecie miejsce tak malownicze i tak… nieoczywiste, że przez chwilę poczujecie się jak bohaterowie serialu BBC o sekretnym życiu dawnych portów.

Witajcie w St Katharine Docks – miejscu, gdzie kiedyś królowały dźwigi, szanty i  spracowani marynarze, a dziś… caffe latte, luksusowe „skorupy” i lekko znudzone koty właścicieli tych jachtów.

📜 Trochę historii, ale bez ziewania

Doki nazwano tak na cześć średniowiecznego klasztoru i szpitala św. Katarzyny, który w XIX wieku musiał ustąpić miejsca nowoczesności (czytaj: przyszła rewolucja przemysłowa, która za nic miała potrzeby słabszych). 

I w takim właśnie rewolucyjno-przemysłowym czasie powstały –  jako jedne z najnowocześniejszych portów w Londynie – z myślą o szybszym rozładunku towarów i ochronie przed złodziejami. Ich budowę rozpoczęto w maju 1827 roku, a już 25 października 1828 roku doki zostały oficjalnie otwarte. 

Autorem portowego założenia był inżynier Thomas Telford i był to jego jedyny projekt doków w Londynie. Trzeba przyznać – niezwykle wizjonerski – cały kompleks zaprojektowano tak, by ładunek mógł być rozładowywany bezpośrednio do magazynów, które otaczały baseny. 

Budynki magazynowe (Warehouse A, B, C, D, E) zbudowano z cegły i żeliwnych konstrukcji, z charakterystycznymi łukowatymi oknami i dźwigami przy fasadach. Tworzyły one portowy labirynt, w którym przeładowywano przyprawy, herbatę, wino, kość słoniową, bawełnę… i marzenia o imperium.

Te marzenia miały swoją konkretna cenę, bo w trakcie budowy wysiedlono około 11 tysięcy mieszkańców – głównie biednych rodzin zamieszkujących wąskie uliczki East Endu.

Po II wojnie światowej, podczas której cały ten obszar został poważnie zbombardowany, doki zaczęły tracić na znaczeniu, głównie przez rozwój kontenerowców, które nie mieściły się w centralnym Londynie. W końcu w 1968 roku zostały zamknięte.

Rewitalizacja z fasonem

I wtedy… tadam! przyszli architekci z wizją. Zamiast zburzyć – odrestaurowali. Projekt rewitalizacji był jednym z pierwszych przykładów adaptacji zabytków przemysłowych do nowych funkcji w Londynie, stworzonych zgodnie z zasadą: „żyj, pracuj, jedz i spaceruj”.

Nie wyburzano, lecz zachowano strukturę, wtopiono nowoczesność w ceglane mury, zostawiając przestrzeń na oddech i wodę. Adaptowano oryginalne elementy: bruk, żurawie portowe, stare magazyny – wszystko pięknie wpisane w aktualne trendy oraz potrzeby nowych użytkowników. 

Na miejscu jednego z magazynów stoi teraz The Tower Hotel, z którego rozciąga się widok na Tower Bridge.

Dziś  St Katharine Docks to spokojna marina, biura, apartamenty i – co najważniejsze – cudownie ukryte trasy spacerowe. Taka mini-Wenecja, tylko zamiast gondol są jachty, a zamiast śpiewu – stukanie kieliszków z szampanem. 

🚶‍♀️ Spacerowa trasa blondynki (z przystankami na historię i piwo)

Jeśli chcecie poczuć klimat dawnych doków (oczywiście bez ryzyka szkorbutu), polecam taką trasę:

  1. Start: Tower Hill – rzut oka na Tower of London, selfie z krukiem (albo zamkowym strażnikiem).

2. Przejście do St Katharine Docks – wejdźcie przez Marina Walk i zagubcie się wśród jachtów. Popatrzcie w górę, a zobaczycie stare dźwigi, które kiedyś naprawdę pracowały!

3. Kanał do Wapping – idźcie wzdłuż Tamizy, trasa wiedzie przez stare magazyny portowe i brukowane uliczki. Można poczuć się jak bohaterka powieści detektywistycznej.

4. Meta? Pub. A najlepiej – trzy!

🍺 Trzy puby, które warto zaliczyć po drodze:

1. The Dickens Inn – nie sposób go przegapić, bo znajduje się tuż przy marinie. Drewniany, porośnięty zielenią, wygląda jak domek z bajki, ale to dawny magazyn przypraw  z XVIII w., przeniesiony kilka metrów dalej i zamieniony w pub.

Plotka głosi, że sam Dickens tu bywał, choć to XIX-wieczna rekonstrukcja. Macie za to balkon z mega widokiem, porośnięty kwiatami – do  tego cider w ręce – ideał.

2. Captain Kidd (Wapping) – z tarasem nad samą Tamizą i historią rodem z pirackiego rozdziału. Nazywa się tak na cześć słynnego pirata, którego stracono właśnie niedaleko, przy Execution Dock. Znajduje się w pięknym, ceglastym budynku, z wielkimi oknami z widokiem na Tamizę. 

Druga z jego nazw jest także nieprzypadkowa, bo to właśnie w Wapping odbywały się egzekucje morskich przestępców. Dziś zamiast katów – kelnerzy, ale dawny klimat został.

The Prospect of Whitby – jeden z najstarszych riverside pubów w Londynie. Podobno działający od XVI wieku (!), datowany na 1520 rok (!). O innym dzierżącym miano najbardziej wiekowej gospody nad Tamizą pisałam Wam tutaj. Marynarze, piraci, sędziowie… wszyscy pili w Prospectcie. 

Do dziś można zobaczyć tu drewniany trap i szubienicę (oczywiście na zewnątrz) – pamiątkę po dawnych czasach. Do tego drewniane belki, kominek, i kamienna podłoga sprzed 400 lat – widok, który mógłby malować sam Turner.

I uwaga! Jest jeszcze czwarty pub nie do przeoczenia – ten mój najulubieńszy, czyli The Grapes, ale ponieważ pisałam o nim całkiem niedawno na moim blogu, a jego historia jest naprawdę czarowna, to odsyłam Was do swojego posta sprzed kilku tygodni tutaj.

Blondynka (z mapą w jednej ręce i kieliszkiem wina w drugiej)

Zamiast klasycznego Londynu tu możecie poczuć ten z historią pod stopami, bryzą znad wody i aromatem stouta w powietrzu. Doki św. Katarzyny to moje antidotum na zgiełk i beton – może i Wasze?

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

BLONDYNKA O SOBIE


„Kobieta renesansu”, która żadnej pracy się nie boi (ale niektórych profesji, z zasady, unika). Plastyczka, absolwentka archeologii śródziemnomorskiej (z miłości do egipskich starożytności), reporterka telewizyjna, stylistka wnętrz, rzeczniczka prasowa jednego z warszawskich muzeów, redaktorka merytoryczna (od zawsze i na zawsze), szefowa pewnej ważnej kampanii (ale nie wrześniowej), działaczka polonijna. Obecnie kuratorka i propagatorka sztuki.


Po pracy: projektantka kolczyków i zwariowanych nakryć głowy, dekoratorka tortów, a incydentalnie sopranistka pewnego londyńskiego chóru. Spontaniczna podróżniczka, tropicielka absurdów, dociekliwa zwiedzaczka i niestrudzona spacerowiczka, spostrzegawcza Cyklopka dokumentująca wszystko trzecim okiem (obiektywu).


Blondynka od zawsze, od niedawna blogerka (czyli bLONDYNka nad Tamizą) opisująca uroki Londynu. Mieszkanka stolicy Wielkiej Brytanii (od prawie dekady) zakochana w tym mieście po uszy i oczy, czyli


Ania Kolczyńska

  • O BLOGU
  • OSZCZĘDZA
  • PODRÓŻUJE
  • POLECA
  • ROZMAWIA
  • SMAKUJE
  • SPACERUJE
  • ZAGLĄDA
  • ZWIEDZA

WSPARCIE BLOGA

Jeśli ten post albo mój blog spodobał Ci się na tyle, żeby postawić mi symboliczną angielską herbatkę albo kieliszek prosecco, (które piję jak herbatkę), to wystarczy, że klikniesz przycisk poniżej.

Dziękuję i obiecuję, że wzniosę toast za Twoje zdrowie (także herbatką, jak będzie trzeba)!

FOLLOW ME

©2022 | Anna Kolczyńska