Jeśli już snobować się na shopping w Londynie to z pewnością nie na coraz bardziej „obglęzłej i opaździałej” Oxford Street (o tym, że i czemu zeszła ona na psy opowiem już wkrótce) ani nawet nie na słynącej z drogich salonów i butików New Bond Street. Jest bowiem ulica, która w temacie eleganckich, drogich i odpowiednio stylowych zakupów nie ma sobie równych. Jej nazwę zdradziłam Wam już w tytule, na wstępie rezygnując z elementu zaskoczenia. Ale i tak spróbuję Was nieco zaskoczyć w mojej opowieści o wiekowych i do bólu ekskluzywnych sklepach z St James’s Street (i to nie tylko wymieniając ceny jakie w nich obowiązują).
Otóż sklepowa oferta z St James’s Street, zamiast nieprzyzwoicie ociekać luksusem na wzór swojej niedalekiej sąsiadki New Bond Street, uwodzi stateczną elegancją i splendorem wypracowanym przez stulecia.
Jednak zanim zacznę rozpływać się nad pięknymi witrynami wypełnionymi wyrobami rzemieślniczymi czy nad niezrównaną reputacją w zakresie osobistej obsługi z jakich owe lokale słyną, należy Wam się kilka słów wprowadzenia na temat samej ulicy i jej nobliwego rodowodu.
Określona z czterech stron odpowiednio ekskluzywnymi przestrzeniami: Trafalgar Square, Piccadilly Circus, Green Park i Pałacu Buckingham, St James’s była z góry skazana na swą szlachetną historię i musiała stać się luksusową dzielnicą najbardziej wytwornego centrum Londynu.
Ulica z długim rodowodem
Opowieść o St James’s należałoby zacząć od roku 1662, kiedy to król Karol II przyznał Henry’emu Jermynowi, pierwszemu hrabiemu St Albans, prawo do przekształcenia obszaru ziemi na południe od Piccadilly w nową, wspaniałą dzielnicę mieszkalną Londynu. Jej rozwój rozpoczął się od 14 okazałych domów na placu St James’s Square – nazwanym tak zresztą na cześć XII-wiecznego szpitala dla trędowatych poświęconego św. Jakubowi Mniejszemu, który to przybytek kiedyś zajmował to miejsce.
Początkowo cały ten obszar miał charakter bardziej mieszkalny niż komercyjny, a jego architektoniczną dominantą był kościół St James’s Church – zachwycająca budowla Sir Christophera Wrena, ukończona w 1684 roku.
Bliskość siedziby królewskiej sprawiła, że w okolicy St James’s Street zaczęły powstawać imponujące rezydencje takie jak Clarence House (1827) – którą z pewnością wielu z Was kojarzy jako ukochane pierwsze domostwo nowo poślubionej księżniczki Elżbiety II, a który współcześnie stał się ulubioną londyńską rezydencją jej syna króla Karola III.
Obok znajdują się Marlborough House (1711), Lancaster House (1840) czy Spencer House (1756), pierwotny londyński dom przodków księżnej Diany. Tę zacną listę zamyka Albany z roku 1776 – rezydencja mieszcząca się obok Królewskiej Akademii Sztuk Pięknych, zbudowana dla pierwszego wicehrabiego Melbourne, a w 1802 roku przekształcona w mieszkania typu studio dla arystokratycznych kawalerów (jednym ze sławnych mieszkańców Albany był Lord Byron).
Te szybko powstające wspaniałe domostwa zamieszkiwane przez osoby z najlepszego towarzystwa, sprawiły, że wokół, jak grzyby po deszczu zaczęły pojawiać się firmy i przedsiębiorstwa, które miały za cel sprostać potrzebom arystokratycznych mieszkańców.
I tak oto dochodzimy do głównego wątku tej historii, czyli opowieści o tym z czego St James’s Street słynie najbardziej. Usytuowana niejako po prawicy siedziby królewskiej i Westminsteru mogła z miejsca liczyć na to, że ich dziedzictwo stworzy wyjątkowe środowisko dla współczesnych kupujących. Tak też się stało.
Wszystkie te sklepy i lokale dla londyńskiej arystokracji dopełniały się wzajemnie świadcząc usługi z całej gamy tych najbardziej pożądanych. I tak Berry Brothers & Rudd zostało założone w 1698 roku, aby wino płynęło strumieniem do wielkich pałaców oddalonych o zaledwie kilka metrów, a także do krawców, których mógł potrzebować każdy londyński dżentelmen. Jermyn Street, sąsiadująca z St James’s Street, wkrótce więc stała się centrum krawieckiej elegancji, od szycia koszul po specjalistów od szewstwa i akcesoriów.
Powód był dwojaki: po pierwsze rozprzestrzenianie się wojskowych klubów dla dżentelmenów, a po drugie – bliskość kultowej dziś Savile Row, która rozwinęła się w połowie XVIII wieku. Każdy jegomość z towarzystwa mógł zlecić uszycie garnituru, a następnie niespiesznie udać się na południe na St. James’s Street, aby tu nabyć odpowiednie krawaty, buty i koszule, po drodze wstępując na przykład do Truefitt & Hill z 1676 roku, który może pochwalić się tytułem najstarszego zakładu fryzjerskiego na świecie!
O kilku najstarszych lokalach z St. James's Street
Zacznijmy od handlarzy winem Berry Bros & Rudd – XVIII-wiecznej, rodzinnej firmy prowadzonej przez ósme pokolenie. Wśród jej licznych znamienitych klientów byli lord Byron, Jerzy IV, król Francji Ludwik Filip i Napoleon III, którzy korzystali z piwnic, aby odbywać tajne spotkania podczas wygnania w latach 1836-40 (miejsce sklepu Napoleon Cellar zostało nazwane właśnie na jego cześć). Nic zatem dziwnego, że Berry Bros & Rudd posiada dwa królewskie patronaty od Jej Królewskiej Mości Królowej Elżbiety II i Jej Królewskiej Wysokości Księcia Walii (jako oficjalny dostawca royal family) i znajduje się zaledwie rzut beretem od królewskiej rezydencji Clarence House.
Ów sprzedawca wina i napojów spirytusowych, od 1698 roku nieprzerwanie handlujący w tym miejscu, niedawno przeszedł gruntowny remont. W oryginalnym sklepie przy St James’s Street powstaje muzeum ze słynnymi wagami i to właśnie tam będzie można składać duże zamówienia oraz uczestniczyć w rozmaitych eventach i degustacjach. Z kolei do przyległego do niego nowego sklepu pod adresem 63 Pall Mall klienci będą mogli przychodzić, by odebrać butelkę zacnego tutejszego wina, które można nabyć już w cenie ośmiu funtów. Ich „Good Ordinary Claret” kosztuje 9,95 funta, więc i biednemu nikt nie zabroni. Jednak na drugim końcu skali Berry Bros. & Rudd znajduje się Romanée Conti, burgundzkie wino z jednej z najdroższych winnic na świecie, w cenie 19 995 funtów za butelkę!
Berry Bros. & Rudd | założony w 1698
Adres: 3 St James’s Street (główny lokal) i 63 Pall Mall (sklep)
Gdyby ktoś na widok takiej ceny wyskoczył z butów, to zawsze może zamówić sobie nowe w pobliskim salonie Lobb znajdującym się po tej samej stronie ulicy. To luksusowy sklep z obuwiem i kozakami założony w 1866 roku, prowadzony rodzinnie, z warsztatem szyjącym na miarę.
Gotowe buty można odebrać przy Jermyn Street, a ceny ręcznie robionych egzemplarzy tej marki zaczynają się od 5000 funtów plus kolejne 1000, które należy wydać na pasujące do nich prawidła. Nawet gdybyście nieco grymasili na tutejszą ofertę cenową to i tak lista oczekujących na buciki od Lobb wynosi sześć miesięcy. Zatem chętnych nie brakuje i nawet bez Waszego zamówienia firma jakoś sobie poradzi!
John Lobb Ltd. | założony w 1866
Adres: 9 St. James’s Street, Londyn, SW1A 1EF
A że nieodłącznym atrybutem każdego szanującego się, nie tylko angielskiego, dżentelmena było i jest stylowe nakrycie głowy (o czym więcej pisałam Wam niedawno tutaj) mógł on zaraz po obstalowaniu odpowiednio eleganckich trzewików u Lobba przejść zaledwie kilka kroków, by zamówić kapelusz na miarę swoich oczekiwań i możliwości. A propos możliwości to miał absolutnie wyjątkową, bowiem na St James’s Street znajduje się Lock & Co uważany za najstarszy sklep z kapeluszami na świecie, dumny posiadacz królewskiego patronatu księcia Edynburga i księcia Walii, a także jedna z najstarszych rodzinnych firm w Londynie.
Lock & Co Hatters pochodzi z czasów panowania Karola II. Wtedy to w roku 1676 kapelusznik Robert Davis otworzył swój sklep, a James Lock został uczniem syna Roberta, Charlesa, w 1747 roku. Lock poślubił Mary Davis, córkę Charlesa Davisa, a w 1765 roku ich rodzina i firma przeniosły się do obecnej lokalizacji.
Jak głosi firmowa legenda sam admirał Lord Nelson odwiedził sklep tuż przed wyruszeniem na bitwę pod Trafalgarem, aby zapłacić rachunek za kapelusz ze specjalną wbudowaną osłoną oczu, podczas gdy Arthur Wellesley, pierwszy książę Wellington, nosił jeden z kapeluszy z pióropuszem (wykonany w tym właśnie sklepie) podczas bitwy pod Waterloo. Lock & Co sprzedał również pierwsze na świecie meloniki w 1849 roku – chociaż pracownicy sklepu upierają się, że kapelusze nazywają się „Cokes” na cześć mężczyzny z Norfolk, który zamówił je dla swoich łowczych.
Z bólem stwierdzam, że damski dział modystyczny tej marki został otwarty dopiero w 1993 roku. Mają tu nawet prywatne muzeum, które eksponuje kapelusze noszone przez Sir Winstona Churchilla i Lorda Nelsona, można tu także zobaczyć formę głowy królowej Elżbiety II, która była używana do miar przy okazji jej koronacji, a także wiele „słynnych” kształtów głów. Oczywiście takie królewskie zbytki muszą odpowiednio kosztować, i tak: średnia cena kapelusza od Lock to jakieś 265 funtów (za klasyczny model panamy), podczas gdy „zwykłe” czapki można kupić już za 99 funtów (145 funtów, jeśli są w pełni ręcznie robione), a słynne oryginalne meloniki Lock kosztują ok. 350 funtów.
Lock & Co. Hatters | założony w 1676
Adres: 6 St James’s Street, Londyn, SW1A 1EF
Jak powszechnie wiadomo nieodłącznym towarzyszem melonika jest dobre cygaro, dlatego odziany od stóp do głów potencjalny dżentelmen mógł udać się po nie, niemal nie ruszając się z miejsca, bowiem tutejszy sklep z cygarami o równie zacnym i długim rodowodzie co jego wcześniej opisywani sąsiedzi mieści się zaledwie „rzut melonikiem” od Lock & Co. Hatters.
Biznes tytoniowy rozpoczął działalność w tym miejscu w 1787 roku i tak oto James J. Fox jest najstarszym sklepem z cygarami na świecie. Jest również jednym z niewielu salonów nie objętych zakazem palenia, zatem już na miejscu można zaciągnąć się tu ulubionym smakiem. James J. Fox dostarczał cygara Sir Winstonowi Churchillowi, Oscarowi Wilde’owi, rodzinie królewskiej i innym notablom.
W dolnej części sklepu znajduje się wystawa poświęcona tej firmie oraz słynnym palaczom jej cygar, szczególnie Churchillowi (prezentowane jest nawet krzesło, na którym siadał, składając zamówienia). Współcześni klienci, którzy od razu po zakupie chcieliby się cieszyć aromatem swojego nowo nabytego egzemplarza mogą to zrobić udając się do salonu na górze, pełnego gęstego dymu i ekstazy pozostałych palaczy i entuzjastów cygar. Być może jesteście ciekawi, ile trzeba zapłacić za taką luksusową przyjemność? Otóż najtańsze ręcznie robione cygara sprzedawane w Fox kosztują 7 funtów, podczas gdy najdroższe – Cohiba Behikes kosztują 4000 funtów każde, przy minimalnym zamówieniu pudełka mieszczącego czterdzieści sztuk (160 000 funtów).
James J. Fox | założony w 1787
Adres: 19 St James’s Street, Londyn, SW1A 1ES
I wreszcie na tej liście „last byt not least”, czyli Truefitts & Hill – najstarszy zakład fryzjerski na świecie (według Księgi Rekordów Guinnessa). Tu odpowiednio ubrany i ujarany (cygarem, oczywiście) londyński dandys mógł zadbać o nomen omen „french” touch, to znaczy oddać się w sprawne ręce miejscowego golibrody – czy też jak powszechnie i modnie się to dziś określa barbera.
Truefitts & Hill, jak przystało na każdy szanujący się salon na tej ulicy, jest posiadaczem królewskiego patronatu księcia Edynburga. Nic w tym dziwnego, skoro salon ten służył dziewięciu panującym brytyjskim monarchom, otrzymał poparcie królowej Wiktorii, entuzjastyczne uznanie od Charlesa Dickensa w „The Uncommercial Traveller” i przez ostatnich dwieście lat gościł najsłynniejszych klientów, w tym Oscara Wilde’a, Sir Winstona Churchilla, Alfreda Hitchcocka, Davida Nivena i Franka Sinatrę.
Po dziś dzień salon oferuje tradycyjne golenie na mokro i z fasonem, bo przy użyciu gorącego ręcznika, strzyżenie włosów, a nawet bezpłatne czyszczenie butów. Strzyżenie męskie (damskiego brak) w Truefitt & Hill kosztuje 45 funtów, podobnie jak golenie.
Truefitt & Hill | założony w 1805
Adres: 71 St James’s Street, Londyn, SW1A 1PH
Myliłby się jednak ten, kto by sądził, że za sprawą wielowiekowej tradycji St James’s na dobre utknęła w przeszłości. Choć ulica ta jest znana na całym świecie jako miejsce oferujące produkty i usługi najwyższej jakości w tradycyjnym angielskim stylu to jednak, idąc z duchem czasu, dorobiła się własnej strony internetowej: stjameslondon.co.uk, która jest nieocenionym źródłem informacji, z kompletnym katalogiem zakupów i kalendarzem, a także wieloma funkcjami umożliwiającymi entuzjastom współczesnych zdobyczy techniki wygodną orientację w miejscowej ofercie.
Z kolei lokalnie wydawana gazeta The Correspondent jest pełna szczegółów na temat sklepów, wydarzeń kulturalnych oraz kultury kawiarnianej i restauracji St James’s. Jeśli zatem chcecie być na bieżąco, polecam śledzenie The Correspondent na platformie X @stjameslondon. Albo gdy tylko macie taką okazję odwiedźcie tę nobliwą mekkę dżentelmenów ze sklepami, które można zwiedzać niczym londyńskie muzea.
- Ach i oczywiście ta opowieść nie zamyka tematu najstarszych londyńskich sklepów w okolicy, dlatego przy najbliższej okazji zabiorę Was na dwie ikoniczne ulice, o których tu zaledwie wspomniałam, czyli na Jermyn Street i Savile Row (tutaj). Obiecuję!



